Na krakowskim Umschlagplatzu, który nosi nazwę Placu Bohaterów Getta ustawiono 68 krzeseł, które mają symbolizować wywiezionych stąd Żydów. Wszystkie te krzesła stoją w jednym kierunku, poza jednym, ustawionym w stronę zaułku, gdzie hitlerowcy rozstrzeliwali ludzi starszych, chorych oraz tych, którzy nie mieli przy sobie dokumentów, lub z jakiegoś powodu im się nie spodobali.
O tym co się tam działo można poczytać we wspomnieniach Tadeusza Pankiewicza „Apteka w krakowskim getcie”. Apteka ta – dziś muzeum – mieściła się tuż obok wspomnianego zaułka. Autor był więc świadkiem tego co się tam dzieje. Krótki cytat:
„Na placu Zgody jak na pobojowisku – tysiące pakunków, porzuconych bagaży, gdzieniegdzie małe dzieci bawiące się na mokrym od krwi asfalcie. Esesmani biorą dzieci na ręce. Czasami Niemiec prowadzi kilkoro trzymających się za rączki na koszmarny dziedziniec. Inni jadą wózkami, w których śpią maleństwa. Po każdym takim odprowadzeniu następuje salwa. Dla oszczędności rozstrzeliwano kilkoro dzieci jedną kulą, ustawiwszy je rzędem. Niemowlęta wkładano po kilka do wózka i również jednym strzałem kładziono je trupem.”
Wydawało się, że miejsce to, tak naznaczone cierpieniem, z budynkami, na których zachowały się ślady kul, będzie podlegać jakiejś specjalnej ochronie. Nic z tych rzeczy. Przez lata mieścił się tam jakiś warsztat, podwórko było brudne i zapuszczone – ale to właściwie tylko dodawało mu uroku autentyzmu. Robiło wręcz wrażenie, że można tu dotknąć historii ręką.
Oczywiście to, że przez lata, przy wejściu do tego zaułka mieścił się sex shop, lepiej pokazywało nasz stosunek do holokaustu, niż wszystkie kłaniania się w Jedwabnym i deklaracje pamięci. Zaś widok Żydów stojących przed napisem „Messalina” i słuchających opowieści o rozstrzeliwaniu pacjentów pobliskiego szpitala oraz dzieci to było - jak mówi popularna reklama - „bezcenne”.
Tak czy inaczej nie wyobrażałem sobie, by ktokolwiek wpadł na pomysł, by coś w tym miejscu zrobić innego niż miejsce pamięci. Ale nie doceniłem krakowskich deweloperów i urzędników. To też gdy pewnego razu tam zaszedłem zobaczyłem… pusty plac. Budynki ze śladami po kulach zniknęły. Wyglądało tak jakby je ktoś wrzucił do ogromnej zmielarki i porozrzucał po placu.
Gdy tam zajrzałem wczoraj zobaczyłem w końcu dlaczego tak się musiało stać. Ogromny banner reklamował „galerię apartamentów” o nazwie „Awangarda”, która stanie w tym miejscu. Zaś znaleziony w necie prospekt tak ją reklamował:
„W samym sercu Podgórza, przy Placu Bohaterów Getta 3, powstanie kameralny kompleks apartamentów Avangarda.
Wyróżniająca się spośród otoczenia czysta forma budynku i jego harmonijna architektura dyskretnie wkomponowana i zintegrowana z historyczną tkanką miasta, zostały zaprojektowane przez znaną krakowską pracownię architektoniczną Ludomir Książek Architekt.
Minimalistyczna fasada ozdobiona piaskowcem i elementami z blachy tytanowo-cynkowej, otwarta przeszklonym lobby, kryje za sobą 43 zróżnicowane wielkością, funkcjonalne apartamenty.”
Myślę, że za to „zintegrowanie z historyczną tkanką miasta” deweloperzy i projektanci tego budynku powinni dostać jakąś specjalną nagrodę. Nie tylko znaleźli temu miejscu nową funkcję, ale też wykorzystali jego potencjał, tworząc nową cenną wartość, gdyż w kolejnej reklamie internetowej tak zachwalą swoje zasługi:
„Zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie inwestycji na krakowskim rynku mieszkaniowym ze względu na ogromny potencjał tego miasta, jego klimat oraz możliwość realizacji unikatowego projektu.”
Można więc powiedzie, że inwestorzy, niczym Niemcy u Nałkowskiej w „Medalionach” potrafili zrobić „coś z niczego”.
Mam tylko jedną nadzieję. Że urzędnicy miejscy wydając zgodę na zabudowę miejsca, o którym jest mowa w każdym przewodniku po Krakowie i w wielu książkach o holokauście, coś za to wzięli. Sama myśl o tym, że mogli wydać taką decyzję kierując się zwykła bezmyślnością, rutyną i brakiem podstawowej wiedzy o dziejach własnego miasta, byłaby dla mnie, a myślę także, że i dla wielu, po prostu nie do zniesienia.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)