Byłem wczoraj wieczorem pod Krzyżem Katyńskim. A, że jestem naukowcem to postanowiłem przeprowadzić badania terenowe i przyjrzeć się populacji stojących nieopodal lemingów z komitetu "Obywatelski Wawel”. O dziwo – zadanie okazało się banalnie łatwe, bo osobniki te stały w miejscu, a poza tym nie było ich wiele. Zacząłem więc liczyć pokazując paluszkiem: jeden, dwa, trzy… itd. Wyszło mi, że na tym podwawelskim żerowisku stało coś ok. 57 sztuk tych sympatycznych, choć nieco hałaśliwych stworzeń.
Co ciekawe sporo było wśród nich osobników starszych, pamiętających czasy Józefa Wissarionowicza, a na pewno Władysława Gomółki. Może więc któryś z nich biegał kiedyś z kablem po Krakowskim Przedmieściu (lub przynajmniej przed Collegium Novum) i teraz przypominał sobie swoją młodość ?
Tak czy inaczej wśród manifestantów - krzyżowców nie było żadnej nienawiści dla tych nieszczęśliwych stworzeń, które stały pod murkiem i przez potężne megafony wykrzykiwały zabawne (przynajmniej w ich mniemaniu) hasła. Co ciekawe najgłośniej zachowywali się - i można to zobaczyć na filmie - gdy usłyszeli jak red. Sakowicz zaczął mówić o 70-leciu zbrodni katyńskiej. Dlaczego właśnie w tym miejscu ? Trudno powiedzieć, bo to, że przeszkadzali podczas przemówienia Marty Kaczyńskiej, zmawiania Ojcze Nasz , modlitwy za zmarłych czy śpiewania hymnu to jakby normalne.
W każdym razie skończyło się to tak, że gdy już przeszły wszystkie przemówienia, modły i piosenki podeszliśmy do kordonu naszego nowego „ZOMO” i mając przewagę liczebną spokojnie przekrzyczeliśmy ich bez sprzętu. Tu też nie było chamstwa. Z naszej strony - sama kultura. Głównie staraliśmy się skierować nasz przekaz do tych, którzy ich tu przysłali (bo cóż te biedne stworzenia stojące pod murem są winne, że im kazali tu przyjść i krzyczeć ?). Poleciało więc w ich stronę, ale także trochę w stronę ich mocodawców z Moskwy i Warszawy: „Judasze”, „Targowica”, „Łapcie ruble bo wam lecą” i „Do roboty –Putin płaci”. Wszystko to nieco wybiło lemingi z rytmu, a gdy zebrały się by odpowiedzieć to posypało się gromkie: „Krzyczcie głośniej, bo nie słychać”. Na pożegnanie usłyszeli zaś życzliwe ( i na pewno lepiej dla nich zrozumiałe ): „Daswidania”
Gdy późną porą wróciłem do domu i włączyłem komputer to doznałem tzw. "dysonansu poznawczego". Otóż na stronie „Wyborczej” była wiadomość, że członków "Obywatelskiego Wawelu" było 300 ? W którym rzędzie - spytałem sam siebie - przecież za ich plecami był mur więc nie mogli się schować z tyłu. Ale redaktorzy z Czerskiej najwidoczniej mają kłopoty z zerem. To im zniknie w jednym tekście, to pojawi się w kolejnym ? Ot , taki zwykły dziennikarski chochlik. Albo może naoglądali się filmu o Spartanach, który niedawno leciał w telewizji i tak im się skojarzyło ?
O wiele racjonalniej brzmi wytłumaczenie policji, która wyliczyła ilość przeciwników manifestacji pod krzyżem na 150. Akurat tych gości z "prewencji" była setka, a że na pewno nie byli zwolennikami naszej manifestacji, to po dodaniu lemingów mamy akurat te 150 osób.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)