Na tym portalu padło już dużo nieprzyjemnych słów pod adresem bp. Tadeusza Pieronka. A przecież oprócz polityka trzeba w nim widzieć także człowieka, z jego słabościami i lękami. To też pochylmy się nad faktem, że choć w 1992 roku Ociec Święty, Jan Paweł II, mianował go biskupem Cufruty, to jednocześnie nie powiedział mu gdzie się ona znajduje. Zatem bp. Tadeusz Pieronek żyje w straszliwym rozdwojeniu. Z jednej strony może sobie siedzieć w Krakowie i brać pieniądze za administrowanie diecezją, o której wiadomo tylko tyle, że istniała w starożytności na terenie obecnej Tunezji. Lecz z drugiej strony dręczą go cały czas obawy, że jacyś archeolodzy-lustratorzy odnajdą w końcu rzeczoną Cufrutę i trzeba będzie się przenieść do Afryki i wziąć za ewangelizację pustynnego Sahelu. Ma to oczywiście swoje dobre strony. Na przykład rzadko można tam spotkać krzyż - znak "ludzi małych, podłych i rządnych władzy", a za to są liczni muzułmanie, z którymi można prowadzić ekumeniczny dialog. Z drugiej jednak strony nie ma tam cudownego, krakowskiego, towarzystwa, z jego spotkaniami, salonami i limerykami, a "Gazeta Wyborcza" dociera tak nieregularnie, że nie wynagrodzą tego nawet największe bogactwa i rozkosze El Dżemu czy Mahdii.
Dlatego miejmy to wszystko na uwadze, gdy pochopnie rzucamy swoje oskarżenia na ks. biskupa. Ale z drugiej strony uważnie przeglądajmy doniesienia z Tunezji. A nuż archeolodzy odkryją tam coś ciekawego ?


Komentarze
Pokaż komentarze (12)