Każdy, kto oglądał niegdyś zjazdy „kompartii” poczuł wczoraj coś w rodzaju przyjemnego de javu. Znów wróciła młodość. Partia się stara, choć nie wszystko jej się udaje. Co prawda z opóźnieniami, ale przecież powstają: Magnitogorsk, Nowa Huta, A2. To co robimy wzbudza zachwyt i jest największe w Europie. Mamy Pałac Kultury, Halę Areny, a wkrótce będziemy mieć „Euro”. To też mówimy twarde NIE malkontentom, którzy narzekają, że za drogo i niezbyt przejrzyście. Rachunki ekonomiczne nie są istotne. Ważne, że się buduje. Że przywracamy godność Polakom, którzy stracili ją w czasach sanacji lub PiS-u. „Życie stało się lżejsze, życie stało się weselsze” – chciałoby się zakrzyknąć za innym przywódcą, który sentencję tą wygłosił nomen omen na tzw. „Zjeździe Zwycięzców”.
Ten sam myśliciel i wybitny językoznawca zastanawiał się na innym zjeździe jak to jest, że po przegranej wojnie obronnej Naród nie powiedział sobie: „Po co nam ta partii, niech sobie idą do diabła”. I udzielił na to podobnej jak Donald Tusk odpowiedzi: program naszej partii jest najlepszy i nie ma dla niego alternatywy.
Nie mogło się też obyć, bez obecnej na każdym zjeździe kwestii, z kim nam jest „po drodze”, a z kim nie. I padła odpowiedź taka jak dawniej: z każdym kto chce budować naszą Ojczyznę. Może być nawet bezpartyjny, ale nie może popierać reakcji.
I na koniec zachęta do uśmiechu. Też nas do tego intensywnie dawna partia zachęcała, choć wokół było szaro, beznadziejnie i sklepy były puste. W czasach socjalizmu uczono nas w szkole pewnego wierszyka, który choć w pierwszym wersie dawał pewną alternatywę („Bez tej miłości można żyć...”) to dalej przedstawiał ponury obraz tego co się z nami stanie jeśli nie będziemy kochali socjalistycznej Ojczyzny. Myślę, że Donald Tusk przeczytał ten tekst parę razy przed wystąpieniem, bo – co prawda swoimi słowami – ale przytaczał go wiernie. To też by łatwiej zapamiętać o czym było przemówienie premiera daję tu krótkie poetyckie streszczenie. Oto wiersz o miłości Polaków do Platformy oraz tych, którzy tej miłości nie chcą. Autora nie podaję, bo wszyscy go znamy - w końcu to klasyka.
Bez tej miłości można żyć,
mieć serce suche jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić "dnieje",
o blasku słońca nic nie mówić.
Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które za płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyję czastką czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?
Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić.
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię - i żyć,
ale nie można owocować.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)