No witam,
jak zwykle co miesiąc poszedłem sobie na mszę do Katedry na Wawelu, za poległych pod Smoleńskiem. Ma to same zalety. Po pierwszy - i to jest przyjemność nieosiągalna dla lemingów - jest się co miesiąc w katedrze wawelskiej, a to bardzo piękne miejsce. Ponieważ wszyskie miejsca siedzące były zajęte usiadłem sobie w ambicie przy ołtarzu św. Wacława. Za plecami miałem kaplicę, w której leżał Batory, przed soba grobowiec Sobieskiego, po lewej Jana Olbrachta, a po prawej ołtarz z Czarnym Krucyfiksem, na którym - jak dar - zawieszono strzemię Kara Mustafy. Słowem byłem w takim "PiSowskim" otoczeniu.
Po mszy, oczywiście przy konfesji św. Stanisława, gdzie w dawnych czasach wieszało się sztandary zdobyte na wrogach (też "pisowski" obyczaj, bo lemingi oddaja swoje własne wrogowi, nawet jak o to nie prosi) poszliśmy tymi dwoma setkami ludzi pod "Krzyż Katyński", by dalej modlć się za poległych pod Smoleńskiem i słuchać różnych wykładów. A że akurat ten placyk na którym stoi krzyż jest wyjątkowo piękny , to przy okazji trochę bładziłem wzrokiem po tutejszych zabytkach: gotyckim skrzydle wawelskiego zamku z ogrodami Bony, kościele św. Idziego - ufundowanym przez Władysława Hermana jako wotum za narodziny Bolesława Krzywoustego, arsenale pogromcy Rosjan, Władysława IV i oczywiście kościele oo. bernardynów, gdzie leży św. Szymon z Lipnicy.
Było naprawdę super, no i oczywiście nie było "lemingów", którzy może i potrafią pluć po forach nternetowych, że na Wawelu złożono nie tego co trzeba, bo to święte miejsce, ale zmusić ich do przyjścia na Wawel się nie da.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)