Na moim stole piętrzą się stosy książek, zwały papierzysk, na ekranie komputera wyświetla się strona londyńskich „Wiadomości” z 1951 roku, z artykułem „niezłomnego Lajkonika” Zygmunta Nowakowskiego, z głośnika słychać zaś głos Elisabeth Schwarzkopf śpiewającej pieśń „An die Musik” Schuberta.
Czy jest sens pisać o tym wszystkim w sieci i na papierze, powiększając o kolejne strumienie, zalewające nas morze słów? Być może tak, skoro dzięki temu ktoś może natrafić w tym rozlewisku na ślad czegoś co go zainspiruje, zachwyci, zachęci do dalszej lektury. Czytane w dzieciństwie błyskotliwe szkice Stanisława Cata-Mackiewicza i felietony Andrzeja Dobosza, pełne odniesień do ich lektur, do dziś pozostają dla mnie wzorem pisarstwa i źródłem czytelniczych wzruszeń.
Czego może się tutaj spodziewać czytelnik notatek z lektur powstałych w trakcie moich przechadzek po wielkiej Bibliotece? Przede wszystkim krótkich sprawozdań, nie roszczących sobie pretensji do głębokich rozważań krytycznych. Niekoniecznie przy tym mam zamiar „nowości potrząsać kwiatem”, pisząc jedynie o tym co niedawno ukazało się na rynku księgarskim czy pojawiło się w sieci. Często będę strzepywał biblioteczny kurz z książek, które ukazały się dawno i mało kto o nich teraz pamięta. Nie zabraknie wzmianek o książkach rosyjskich i ukraińskich. Czasem wspomnę również o tym com zobaczył na ekranie i wysłuchał.
Może uda się też przypomnieć jakieś postacie, warte wspomnienia, przedstawić ciekawe inicjatywy intelektualne i społeczne.
Nie wykluczam też, że jakaś lektura bieżąca wywoła u mnie jakiś gwałtowny refleks w postaci komentarza politycznego.
Zapraszam więc wraz ze mną do lektury i komentowania.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)