Bogdan Gancarz Bogdan Gancarz
984
BLOG

(IX) Ciekawostki z przeszłości Krakowa

Bogdan Gancarz Bogdan Gancarz Kultura Obserwuj notkę 3

 

 

Wydaje się, że wiemy już wszystko o przeszłości Krakowa i jego zabytków. Tymczasem w nowych publikacjach pojawiają się rewelacyjne ciekawostki.

 

Jak krakowski duchak pielgrzymował w XV w. na górę Synaj?, za co siostry szarytki płaciły Teodorowi Zajdzikowskiemu?, kto robił wzorzyste posadzki ceramiczne w krakowskich kamienicach?, jak pilot Hieronymus samolotem nad Krakowem w 1910 r. latał? Można się o tym wszystkim dowiedzieć z najnowszego, 78. tomu „Rocznika Krakowskiego”, wydawanego przez Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa.

Jednym z najstarszych świadectw polskiego pielgrzymowania do Ziemi Świętej jest relacja krakowskiego zakonnika z klasztoru kanoników regularnych Ducha Świętego de Saxia. Odkryto ją w zbiorach krakowskich cystersów. Zakonnik, był nim być może Mikołaj z Opawy, odwiedził w 1471 r. słynny, istniejący do dziś klasztor św. Katarzyny na Górze Synaj. „W tym kościele każdy z mnichów ma swoją własną lampę i gdy zbliża się jego zgon, światło jej, za sprawą boskiego cudu, zmienia się lub gaśnie. Ja także byłem ciekaw co do jednej wątpliwej sprawy, o której już wcześniej słyszałem; stawiałem liczne pytania wielu spośród mnichów, czy mianowicie po śmierci ich przełożonego następca zawsze wybierany jest według bożego znaku. I wreszcie z trudem otrzymałem od nich odpowiedź, że następca zawsze wybierany jest według jednego z cudów boskich, mianowicie podczas mszy pogrzebowej zmarłego, gdy lampy wszystkich mnichów są zgaszone, na nowo zapala się lampa tego, którego Bóg chce uczynić przyszłym przełożonym lub też na ołtarzu znajdowana jest kartka zesłana z niebios przez Boga z wypisanym imieniem przyszłego przełożonego” – pisał krakowski duchak. Tekst relacji w oryginale i polskim tłumaczeniu opublikował w najnowszym „Roczniku Krakowskim” Marcin Starzyński w artykule „Pielgrzymka krakowskiego duchaka na Górę Synaj w 1471 roku”. Po duchakach w Krakowie nie zostało niestety wiele pamiątek. Zespół ich klasztoru został w 1892 r. zburzony wbrew protestom Jana Matejki, by na tym miejscu zbudować gmach Teatru Miejskiego (noszącego obecnie imię Juliusza Słowackiego). Plac na którym stoi teatr, nosi jednak wciąż nazwę Świętego Ducha.

Andrzej Laskowski z kolei zajął się w „Roczniku” wiedeńskimi witrażami firmy Carla Geylinga w krakowskich świątyniach sióstr szarytek przy ulicach: Warszawskiej i Piekarskiej. Montował je krakowski witrażysta Teodor Zajdzikowski. Dokonał do tego w kaplicy przy ul. Piekarskiej własnych oszkleń. Wystawił za to siostrom 20 września rachunek na sumę 418 guldenów. Witraże Geylinga zachowały się do dziś jedynie w kościele przy ul. Warszawskiej.

Do krakowskich witraży z XIX i XX wieku wrócę tu niebawem.

Znana krakowska dziennikarka i publicystka historyczna Agnieszka Patridge, autorka albumu i filmu o znajdujących się na terenie Małopolski austriackich cmentarzach z okresu I wojny światowej, tym razem zajęła się z kolei „niechcianym pięknem”, czyli krakowskimi posadzkami ceramicznymi i okładzinami ściennymi z lat 1880-1939. Niedoceniane dotąd, z jednej strony są konserwowane w obiektach użyteczności publicznej, z drugiej zaś niszczone bezmyślnie przy okazji remontów, w budynkach prywatnych, „co może skutkować w niedługim czasie pozbawieniem Krakowa ważnego ogniwa dziewiętnastowiecznego wzornictwa i rzemiosła”.

Mateusz Drożdż z kolei wspomina w ciekawym artykule „Pierwszy wzlot nad Krakowem i krakowskie lotnicze marzenia roku 1910”, rozpoczęcie krakowskiej ery lotnictwa. Stało się to 22 maja 1910 roku. „Tego dnia na Grand Hotelu i na wszystkich budkach tramwajowych w Krakowie pojawiły się czerwone chorągiewki. Był to sygnał, że długo wyczekiwana próba wzlotu samolotu nad torem wyścigów konnych odbędzie się wieczorem. Dotychczasowe porażka pilota i maszyny spowodowały, że pomimo wciąż ważnych biletów entuzjazm miłośników awiacji opadł. I faktycznie w niedzielny wieczór »na tor przybyła uderzająco mała liczba osób« ocenił obecny tam dziennikarz. Frekwencję uratowały piłka nożna i kometa Halleya. Świadkami historycznej chwili oprócz posiadaczy płatnych biletów zostali kibice, którzy po zakończeniu towarzyskiego meczu Cracovii z Wisłą dołączyli do spacerowiczów i gapiów gromadzących się, aby obejrzeć zapowiadaną w prasie kometę. (...) Kometa miała pojawić się po zmroku, a ci z miłośników ciał niebieskich, którzy pojawili się na Błoniach wcześniej – koło 19.30 – zobaczyli dodatkową atrakcję. Na krakowskie niebo wzleciał aeroplan francuskiej produkcji Bleriot XI pilotowany przez bawarskiego »inżyniera-awiatyka« Otto Hieronymusa pracującego w czeskiej fabryce w Mlada Boleslav. »Pan Hieronymus utrzymał się przez 5 minut w powietrzu osiągając wysokość 40-50 metrów. Wykonawszy dość trudne ewolucye ponad torem, wylądował pilot całkiem gładko” – pisze Mateusz Drożdż, powołując się m. in. na krakowski „Czas”.

Nie koniec z krakowskimi ciekawostkami. Nakładem Towarzystwa, w serii „Biblioteka Krakowska” ukazała się także książka Łukasza Walczego o dziejach konserwacji ołtarza Wita Stwosza w kościele Mariackim. Można się z niej dowiedzieć m. in. jak w XIX w. kłócono się o „pinakle” nad ołtarzem, ile płacili nowożeńcy za ślub przed otwartymi drzwiami ołtarza, jak zwalczano kołatka toczącego drewno ołtarza, jak Matejko przestawiał figury w ołtarzu. Pierwsza poważniejsza konserwacja XV- wiecznego arcydzieła sztuki snycerskiej, przed którym modlą się od setek lat krakowianie, odbyła się w latach 60. XIX wieku pod kierunkiem architekta Teofila Żebrawskiego. Był on bardzo ostrożny. Nie zamierzał nadmiernie ingerować tam, gdzie taka ingerencja mogłaby przynieść więcej szkody niż pożytku. Nie zalecał np pokrywania elementów ołtarza nowymi farbami. „Barwy odświeżą się bez nowego ich powlekania, lecz tylko przez zdjęcie nieczystości”. Był uważnym obserwatorem. Łukasz Walczy przytacza, że w liście z 1867 r. Żebrowski „wymienia jako główne braki do usunięcia brak lewej ręki Marii, którą umieszczono błędnie w innej płaskorzeźbie, spróchniałe stopy apostołów, zwłaszcza apostoła siedzącego na skrzyni, które trzeba w końcach palców uzupełnić” oraz wiele innych elementów.

Nadzór artystyczny nad konserwacją sprawowali m. in. profesorowie: Władysław Łuszczkiewicz i Jan Matejko. Zdaje się, że Matejko nakazał poprzestawiać wówczas niektóre figury w scenie głównej ołtarza. Ta konserwacja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem krakowian. Znaleziona wówczas za ołtarzem safianowa żółta ciżemka, stała się dla Antoniny Domańskiej natchnieniem twórczym do napisania popularnej powieści o jego budowie pt. „Historia żółtej ciżemki”.

Nie wiem ile teraz płaci się w kościele Mariackim za ślub przed ołtarzem Wita Stwosza. W 1870 r. nowożeńcy mogli za dopłatą 5 złotych reńskich mieć ślub przed otwartymi skrzydłami ołtarza.

Badania przeszłości Krakowa nie byłyby w pełni efektywne, bez wykorzystania zbiorów archiwalnych. Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa przypomniało o tym, wydając w opracowaniu Janiny Stoksik, „Zarys dziejów Archiwum Państwowego w Krakowie (1792 1878-1952) pióra Adama Kamińskiego (1905-1985). Ten długoletni, wybitny archiwista krakowski przedstawił te pozornie nudne dzieje, w sposób pasjonujący. Nie brakowało tam burzliwych epizodów np w czasie okupacji niemieckiej i pierwszych latach rządów komunistycznych. Ówczesny lokal archiwum w Collegium Iuridicum przeszukiwali milicjanci i bezpieczniacy. „W czasie jednej z rewizji gmachu, 15 lutego [1945 r.], milicja natknęła się na banknoty Ukraińskiego Rządu Petlury. W związku z tym zaraz następnego dnia zjawili się w archiwum przedstawiciele NKWD i zatrzymali na kilka godzin dra Budkę. Po zwolnieniu go odwiedzili jeszcze w kilka dni później (7 III) placówkę w Tyńcu, a 14 III wieczorem na ganku I piętra w Colllegium Iuridicum wystawiono posterunek wystawiono posterunek wojskowy dla strzeżenia sali nr 9, w której spoczywały akta petlurowskie. Zapakowano je później do worków i 29 III wywieziono, odwołując równocześnie wartowniczy posterunek. Po aktach ukraińskich przyszła kolej na lwowskie, złożone w Tyńcu i przy ul. św. Gertrudy 8a. Zabrano je z powrotem do Lwowa 12 i 13 kwietnia” – pisał dr Adam Kamiński.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura