Były prezydent Krakowa zawdzięcza mu żonę. My wszyscy – wzruszenia przy słuchaniu jego piosenek. Mieczysław Święcicki, bard „Piwnicy pod Baranami”, świętował niedawno dwie rocznice: 77. urodzin i 57. artystycznej pracy w Krakowie.
Przy tej okazji chorzowskie wydawnictwo Videograf wydało jego ilustrowaną biografię pt. „Nie ma życia bez romansu. Mieczysław Święcicki i Piwnica pod Baranami”, pióra katowickich dziennikarzy: Adama Jaźwieckiego i Jana Kochańczyka. Warto po nią sięgnąć, bo zawiera sporo ciekawych informacji i fotografii. Nie trzeba tylko wierzyć we wszystko co jest tam napisane, gdyż jest to właściwie baśń o Święcickim. Potrafi on zaś bardzo sugestywnie snuć rozmaite opowieści, np. o swym książęcym pochodzeniu. Ich ślady, zgodnie z włoską maksymą „Si non è vero è ben trovato”, znalazły się w książce Jaźwieckiego i Kochańczyka.
Tymczasem prawdziwe, nie podkoloryzowane życie Mieczysława Święcickiego i tak przypominało baśń.
Urodzony w lwowskim Sokalu, wychowany w Jarosławiu, pojawił się w 1956 r. na krakowskim bruku, niczym barwny ptak. Gdy wszyscy inni ubierali się wówczas albo szaro i zgrzebnie, albo w „rozwichrzonym”, młodzieżowym stylu, on, niczym wykwintny dandys – jak zapisała Joanna Mortkowicz-Olczakowa – „chodził po Plantach w słomkowym kapeluszu i popielatym garniturze w niebieskie paseczki”.
W 1958 r. przyłączył się do założonego dwa lata wcześniej kabaretu „Piwnica pod Baranami”. Sprowadził tu studenta Zygmunta Koniecznego, który napisał potem dla niego wiele pięknych piosenek. Liryczny baryton Święcickiego, wykształcony na studiach wokalnych, uwodził artystycznie w „Jęczmiennych łanach”, „Miną wiosny i lata”. To on był pierwszym wykonawcą późniejszego wielkiego przeboju Ewy Demarczyk „Grande valse brillante”.
Prof. Andrzej Gołaś, były prezydent Krakowa, zawdzięcza mu nawet żonę. Wyznała kiedyś, że przyszły mąż „poderwał” ją zaproszeniem na koncert Święcickiego, który okazał się... puszczeniem płyty z „Jęczmiennymi łanami”.
– Wydaje mi się, że Mietek wciąż cofa czas. Poznałem go pod koniec lat 50. XX w. W swoich piosenkach przybliżał nam atmosferę i piękno minionego czasu, pokazywał rycerskość i romantyczność. To było niezwykłe w czasach komunistycznej szarości i pomagało przetrwać – wspominał w rozmowie ze mną Adam Macedoński, poeta, rysownik, wieloletni współpracownik „Przekroju”, dawny działacz opozycji antykomunistycznej.
Święcicki osiągnął duże sukcesy jako świetny wykonawca rosyjskich romansów Aleksandra Wertyńskiego. Najlepszym docenieniem jego wykonawstwa było zaproszenie podczas pobytu w Moskwie w 1963 r., na prywatny recital w mieszkaniu rodziny artysty. – Kiedy wymawiałem się, że nie mam akompaniatora, wdowa po Wertyńskim powiedziała, że zagra mi przyjaciel męża. Okazało się, że tym niepozornie wyglądającym akompaniatorem był... słynny kompozytor Dymitr Szostakowicz – wspominał Święcicki.
Ma on czułe serce dla biednych i opuszczonych. Po 1989 r. wielokrotnie wspomagała ich założona przez niego fundacja „Ars Longa”. Gdy w 2010 r. honorowano go odznaczeniem „Gloria artis”, przypomniał wiersz Józefa Ignacego Kraszewskiego „Dwa słowa”: „We wszystkich mowach i w języku duszy nad wszystkie są te dwa słowa /.../ Kocham Ciebie, które Bóg wyrzekł do człowieka”. – Ten wiersz recytowałem wielokrotnie na prośbę Karola Wojtyły. Poznałem go, gdy grałem w Teatrze Rapsodycznym Mieczysława Kotlarczyka, z którym był niegdyś związany – mówił wówczas artysta. W teatrach spędził wiele lat jako aktor i reżyser.
– Imponował mi bardzo, gdy jako mały chłopiec grałem wraz z nim na deskach Starego Teatru w sztuce Różewicza „Wyszedł z domu”. Niepokoiłem się tylko trochę, gdy usiłował podrywać moją Mamę, która przychodziła po mnie do teatru – wspomina dr Jerzy Bukowski, krakowski filozof, publicysta, znany czytelnikom Salonu 24.pl jako bloger „Sowiniec”.
Kiedy siedem lat temu Święcicki ukończył 70 lat, mówił ze zdziwieniem: „Sam w to nie wierzę. Bo cóż, że włosy siwe, skoro serce wciąż śpiewa romanse”. I teraz nie ma jeszcze dość.
My zaś czekamy na kolejne książki o nim, a przede wszystkim na wznowienia nagrań. Niektóre z nich są dostępne na płytach kompaktowych np. romanse rosyjskie. Przydałoby się jednak ponowne wydanie piosenek Święcickiego z „Piwnicy pod Baranami”. Jego fundacja opublikowała kiedyś płytę z nimi, ale miała niewielki nakład i dziś jest prawdziwym „białym krukiem”. Czas obszedł się tymi nagraniami łaskawie. Uwieczniony na nich głos Święcickiego, śpiewającego m. in. do słów Burnsa i Zegadłowicza, wciąż niezmiernie wzrusza. Powiem więcej. Nagrań romansów rosyjskich w wykonaniu Wertyńskiego rudno teraz słuchać bez irytacji, z powodu nieznośnej maniery wykonawczej. A te same romanse w wykonaniu Święcickiego, wciąż skrzą się wielkim urokiem.
O „sile rażenia” śpiewu Święcickiego można przekonać się zaś tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=yn-CpqZLkPM



Komentarze
Pokaż komentarze (7)