W styczniu 2005 r. (choć z datą 2004) ukazał się ostatni zeszyt „Stańczyka”. Był to zarazem ostatni numer tego bardzo ciekawego czasopisma, które w sposób bardzo ożywiający, niekiedy prowokujący przedstawiało różnorodne nurty liberalizmu i konserwatyzmu.
„Podtytuł »Stańczyka« brzmiał przez wiele lat »pismo konserwatystów i liberałów«, a od numeru 32 »pismo postkonserwatywne«. Gdyby jednak brać pod uwagę publikowane w »Stańczyku« teksty ściśle polityczne, to podtytuł mógłby brzmieć »pismo politycznego realizmu«, gdyż problemy polityczne miały być rozpatrywane właśnie z tego punktu widzenia, bez iluzji, bez ideologicznych zaciemnień, bez emocji” - pisał w tekście „Realistyczne punkty widzenia” („Stańczyk” nr 33/1998) redaktor naczelny pisma Tomasz Gabiś.
Ciekaw była ewolucja treści „Stańczyka”. Wydawany od 1986 r. przez podziemną Officynę Liberałów Janusza Korwin – Mikke był początkowo trybuną środowisk liberalnych, konserwatywnych i narodowych Krakowa, Łodzi, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Tę różnorodność odzwierciedlał nawet fakt zaznaczania w numerze odrębności tytułów redagowanych przez przedstawicieli wspomnianych środowisk: „Stańczyka”, „Konara”, „Kolibra” i „Libero”. Pisali tu m.in. Stefan Kisielewski, Janusz Korwin – Mikke, Piotr Wierzbicki, Stanisław Michalkiewicz, Tomasz Gabiś (późniejszy redaktor naczelny „Stańczyka”), Andrzej Maśnica, Aleksander Popiel. Ta różnorodność od Sasa do Lasa została z czasem ograniczona do konsekwentnego przedstawiania realistycznego nurtu w polityce polskiej, myślicieli niemieckiej „Rewolucji Konserwatywnej”, europejskiej „Nowej Prawicy”.
W ostatnim okresie istnienia pisma, jego redaktor naczelny publikował teksty wskazujące na konieczność restytucji Imperium Europejskiego i jego oderwania się z czasem od Amerykańskiego Imperium Mundi. Uważał, że „Unia Europejska jako twór ściśle apolityczny, jako twór liberalno – handlowo – humanitarystyczny staje się anachronizmem i wchodzi w fazę zmierzchu”. „Przychodzi czas władzy, polityki i suwerenności” – dodawał. Wskazywał przy tym na dawne źródła myśli o jedności europejskiej, o których nie zawsze chcą pamiętać współcześni eurofile. Gdyby opublikowany w zeszycie 38-39/2003 „Stańczyka” tekst Pierre’a Drieu La Rochelle „Europa przeciw ojczyznom” pozbawić nazwiska autora i daty powstania (1931), to można by sądzić, że napisał go ktoś z kręgu „Gazety Wyborczej” lub „Krytyki Politycznej”.
Wielką zasługą Tomasza Gabisia i Wojciecha Kunickiego było konsekwentne przedstawianie czytelnikom polskim postaci i dzieł Ernesta Jüngera. „Wydawać by się mogło, że z czarnej dziury przez wesołkowatych optymistów i specjalistów od marketingu »humanistycznych wartości« nazywanej Europą nie może już wytrysnąć żadna iskra ducha. Ale gdy sięgniemy po utwory Ernsta Jüngera to ogarnie nas radość, że możliwy jest jeszcze krystaliczny porządek stworzony na przekór kulturalnej, intelektualnej i politycznej entropii” – stwierdził Wojciech Kunicki we wstępie do 26., specjalnego zeszytu „Stańczyka”, wydanego w 1995 r. w stulecie urodzin żyjącego jeszcze wówczas pisarza. Ukazywanie się obecnie w Polsce kolejnych tomów dzieł Jüngera, istny festiwal jüngerowski, nie byłby możliwy bez zaangażowania „Stańczyka”.
Jednym z najgłośniejszych tekstów „Stańczyka” był dwuczęściowy artykuł Tomasza Gabisia „Religia Holocaustu” („Stańczyk” nr 29 i 30/1997). Gabiś analizował „jak wydarzenia sprzed ponad pół wieku ulegają transformacji w swoistą quasi – religie posiadającą własną teologię, własną historiozofię, swoich kapłanów i swoje święte miejsca. To co określa się, zaczerpniętym z terminologii religijnej słowem »Holocaust« nie jest opisywalną, poddającą się chłodnej racjonalnej i obiektywnej analizie sekwencją wydarzeń historycznych lecz zespołem obrazów, symboli, ustalonych językowo formuł (tworzących rodzaj newspeaku), ciągle powtarzanych motywów, stereotypów, egzemplów itd. Powstanie i ekspansja religii »Holocaustu« nieprzypadkowo zbiega się w czasie z powstaniem »społeczeństwa spektaklu« i gwałtownym rozwojem elektronicznych mass mediów. Jest to religia późnej demokracji masowej z jej powszechną »edukacją«, masową kulturą, masową prasą ilustrowaną, dostosowaną do mentalności telewidza, kinomana czy czytelnika gazet, przyzwyczajonych do zmieszania prawdy i fikcji, do horroru i sentymentalnego kiczu, do wyłącznie emocjonalnego odbioru odpowiednio zmontowanej, spreparowanej, zredukowanej do najprostszych elementów wizji rzeczywistości. Nic dziwnego, że religia Holocaustu odniosła sukces i stała się religią światową, a już na pewno religia świata zachodniego”. Dzisiaj ta sprawa komentowana jest w Polsce znacznie spokojniej. Wówczas jednak odsądzano Gabisia od czci i wiary, podobnie jak tych którzy upominali się o aktywna walkę z powszechnym w zachodnich mass mediach określeniem „polskie obozy koncentracyjne”.
Bardzo ważnym działem „Stańczyka” od którego wielu czytelników pisma (w tym i ja) zaczynali lekturę, był obszerny, kilkudziesięciostronicowy przegląd prasy prawicowej, „od Chile po Kanadę, od Norwegii po RPA, od Hiszpanii po Australię”. Czytelnicy mogli się tu zapoznać z treścią m.in. tak ciekawych czasopism jak monachijski „Criterion”, francuskie „Elements” czy wydawanego w Argentynie rosyjskiego pisma „Nasza Strana”. Wiele z tych niskonakładowych czasopism było trudno dostępnych dla polskiego czytelnika, stąd wielka zasługa ich „stańczykowych” przeglądaczy.
„Dziękujemy wszystkim wiernym przyjaciołom za to, że tyle czasu zdołali z nami wytrzymać, oraz wrogom za ich zawsze czujne, aczkolwiek stanowczo za małe, zainteresowanie” – pożegnała się redakcja „Stańczyka” w swym ostatnim 40/41 zeszycie.
Robiony przez Tomasza Gabisia „Przegląd niemiecki”, przeniósł się na szczęście na gościnne łamy „Arcanów”. Teksty ze „Stańczyka” można też przeczytać na autorskiej stronie internetowej Tomasza Gabisia: http://www.tomaszgabis.pl/
Tekst ukazał się niegdyś na łamach dwumiesięcznika „ARCANA”.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)