Nieczęsto zdarza się, by lektura poważnej naukowej monografii historycznej była jednocześnie pożyteczna i przyjemna. Tak jednak jest z biografią znanego historyka Stanisława Kutrzeby.
Książkę prof. Piotra Bilińskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego o wybitnym krakowskim historyku i prawniku prof. Stanisławie Kutrzebie (1876-1946) czyta się zaś z jednej strony z wielkim pożytkiem ze względu na bogactwo starannie zebranego materiału faktograficznego, z drugiej zaś jako rzecz świetnie napisaną. Kontynuuje on tradycję historiografii jako „dziejopisarstwa” a nie tylko nudnego zestawiania faktów, nie potrafiącego ożywić przeszłości.
Na emigracji wydawano kiedyś księgi poświęcone wybitnym pisarzom polskim zatytułowane: „Mickiewicz żywy”, „Krasiński żywy”. Przedstawiały swych bohaterów wszechstronnie. Podobnie jawi się bohater książki Piotra Bilińskiego.
„Oblicze Stanisława Kutrzeby na licznych zdjęciach i portretach wydaje się pełne powagi, dostojeństwa i spokoju. Jednak w rzeczywistości, po zapoznaniu się z jego bogatą korespondencją i pamiętnikiem, uczony staje przed nami żywy i bliski, pełen rozterek, słabości i trosk o losy najbliższej rodziny, o przyszłość naukową i zawodową. Już samo wstępowanie Kutrzeby na naukowy Olimp odbywało się z wielkim trudem i mozołem, wśród zgrzytów i tarć. Wzbudzał on bowiem wśród starszej profesury liczne wątpliwości i kontrowersje. Niektóre, to bodaj najważniejsze, długo nie wyszły poza wąski krąg wtajemniczonych osób i tylko dzięki lekturze pamiętników i korespondencji odsłaniają przed badaczem kulisy i aspekty moralne tych działań.” – pisze Biliński.
W swej książce przedstawia nie tylko naukowe zasługi autorskie Kutrzeby m.in. jego słynne, wielokrotnie wznawiane dzieło „Historia ustroju Polski w zarysie. Korona” (1905), lecz także działalność dydaktyczną i organizacyjną na terenie Uniwersytetu Jagiellońskiego (był jego rektorem) i Polskiej Akademii Umiejętności oraz działalność społeczno-polityczną m.in. w trakcie konferencji pokojowej w Paryżu. Mimo, że miał kilku zdolnych uczniów m.in. Michała Grażyńskiego, który ostatecznie został politykiem i wysokim urzędnikiem (wojewoda śląski w latach 1926-1939) oraz Adama Vetulaniego, wybitnego historyka prawa, nie stworzył własnej szkoły naukowej. Znaczne sukcesy osiągnął jako sekretarz generalny PAU (1926-1939). Uporządkował sprawy ekonomiczne i przyczynił się do ożywienia działalności wydawniczej akademii (m.in. rozpoczęcie wydawania „Polskiego Słownika Biograficznego”).
Kutrzeba był człowiekiem o zdecydowanym charakterze. Nie dawał sobie w kaszę dmuchać, więc ostro odpowiadał na zaczepki oponentów. Wadził się na terenie uniwersytetu m.in. z prof. Rafałem Taubenschlagiem. Wiele kontrowersji wzbudzała postawa polityczna Kutrzeby po 1945 r. W czerwcu tegoż roku wziął udział w moskiewskich rozmowach konsultacyjnych w trakcie których powołano Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Łudził się, że za cenę kompromisu z komunistami uda się zachować suwerenność Polski. To zaangażowanie spotkało się jednak z ostra krytyką wielu osób. Historyk Władysław Konopczyński zanotował w dzienniku, że Kutrzeba pojechał do Moskwy „bardzo wielki, a wrócił bardzo mały. [...] Zdaje się, że mu ta polityka ani na zdrowie, ani na wziętość nie posłużyła”. „Z dalszego postępowania Kutrzeby wynika, że jego intencją było znalezienie »jakiegoś« kompromisu z nową władzą. W tym celu podejmował różne działania polityczne i publicystyczne. Jednak jego artykuły i polemiki zamieszczane między innymi na łamach »Tygodnika Powszechnego« nie przynosiły spodziewanych rezultatów, a jedynie świadczyły o słabym wyczuciu zachodzących zmian w Polsce i dużej naiwności w kontaktach z ówczesnymi władzami” – pisze Biliński.
Uczony potrafił jednak również bronić wolności naukowej. Gdy propaganda komunistyczna oraz krakowska Miejska Rada Narodowa zaatakowała w 1945 r. PAU, odpowiedział ostro (nie opublikowaną ostatecznie ale na pewno znaną władzom) broszurą „W obronie spotwarzonej instytucji”. „Rzecz to po prostu niesłychana. Jakież to ustawy, jakiż dekret daje prawo Radzie Miejskiej wykonywania kontroli nad Akademią, ocenianie jej działalności? Czy Akademia jest podporządkowana Radzie Miejskiej? A za tym przykładem może będą wyrażać ubolewanie rady miejskie w Pipidówce lub Koziej Wólce.” – oburzał się.
Biliński nie ma wątpliwości, że suma dorobku życiowego Stanisława Kutrzeby jest dodatnia. „Patrząc z odległej już perspektywy na postać Kutrzeby i zastanawiając się, jaki trwały ślad pozostawił po swoim pracowitym życiu, widzimy jego wielkie dzieło, dzięki któremu wpisał się w panteon wielkich uczonych i patriotów – Polską Akademię Umiejętności. [...] Kutrzeba nie przywiązywał większej wagi do zewnętrznych oznak szacunku i uznania ze strony środowisk naukowych i rządowych. Dla niego najważniejsze było szukanie prawdy oraz walka o niezależność duchową i swobodę twórczą dla polskich uczonych, za którą zapłacił wysoka cenę za życia i po śmierci. W swej postawie pozostał tym, kim był od zarania swej kariery akademickiej – i to jest druga strona jego pomnikowej postaci: uczonym o wielkim dorobku naukowym, dorobku do dzisiaj niezastąpionym” – podsumowuje autor książki.
Warto zaznaczyć, że Biliński, śladem Władysława Konopczyńskiego, zwanego ze względu na ogromną ilość przeczytanych archiwaliów „archiwożercą”, przekopał się sumiennie przez dokumenty zgromadzone w wielu archiwach. Dzięki temu, wiele elementów życia Kutrzeby znalazło jaśniejsze, ciekawsze, niekiedy wręcz pasjonujące oświetlenie. Z uznaniem podkreślić należy, iż Piotr Biliński idzie drogą swych wielkich poprzedników, nie tylko ze względu na wysokie walory swego pisarstwa. Idzie także drogą wytyczoną choćby przez Henryka Barycza w biografiach Stanisława Smolki i Wacława Sobieskiego, tworzenia wszechstronnych biografii historyków polskich, nie ograniczających się wyłącznie do naukowej strony ich życia i działalności. Praca o Kutrzebie jest trzecią z kolei książką biograficzną Bilińskiego, po świetnie napisanych biografiach Feliksa Konecznego i Władysława Konopczyńskiego. Dobrze byłoby, gdyby zabrał się z równie dobrym rezultatem za napisanie kolejnych, choćby wspomnianego już Henryka Barycza. W kolejce czekają choćby: Fryderyk Papee, Marian Kukiel, Oskar Halecki (wydana w 2009 r. praca o nim Janusz Ciska, wciąż nie wyczerpuje jeszcze tematu) czy Jan Karol Kochanowski (wydane niedawno ważne książki o nim Grażyny Szumery i Błażeja Sajduka nie są jednak biografiami). Warto byłoby również, by w nowej książce znacznie poszerzył biografię Władysława Konopczyńskiego.
Zdarza się, że w beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu. Nie obciąża ona jednak autora, lecz wydawnictwo. Szkoda, że wydawnictwo UJ pożałowało dla książki o wybitnym uczonym związanym z tą uczelnią, niewielkiego pewnie, dodatkowego grosza na twardą okładkę oraz wydrukowanie w kolorze a nie w czerni i bieli, barwnego portretu Kutrzeby pędzla Vlastimila Hofmanna. Wydawnictwo Adam Marszałek też przecież nie rozpieszczające czytelników wytwornością szaty zewnętrznej swych książek naukowych, na okładkę jednej z nich, poświęconej prof. Franciszkowi Bujakowi, dało piękną barwną reprodukcję portretu Bujaka pędzla Jacka Malczewskiego.
Bogdan Gancarz
Tekst ukazał się niegdyś na łamach dwumiesięcznika „ARCANA”



Komentarze
Pokaż komentarze (3)