Rosyjskie spory ideowe były zazwyczaj bardzo gwałtowne. „Jeszcze nie rozwiązaliśmy kwestii istnienia Boga - powiedział mi kiedyś z gorzkim wyrzutem - a Pan chce jeść!” - wspominał Iwan Turgieniew swe dysputy z Wissarionem Bielińskim.
Na szczęście mamy od kilkunastu lat bardzo dobre przedstawienie i analizę owego gorączkowego sporu myślicieli rosyjskich o Boga i człowieka. Stał się tematem książki „Od Czaadajewa do Bierdiajewa” krakowskiego rusycysty prof. Grzegorza Przebindy, wykładowcy Uniwersytetu Jagiellońskiego. „(...) wielkie napięcie pomiędzy transcendencją a immanencją. Jest to podstawowy naszym zdaniem, rosyjski spór ideologiczny, który już od lat 40. podzielił myślicieli na dwie zwalczające się grupy - z jednej strony występowali teiści ( przede wszystkim Czaadajew, Odojewski, Jurkiewicz, a następnie Sołowjow, a także - w stopniu ograniczonym - Chomiakow i Kiriejewski), z drugiej - a-teiści (Czernyszewski) i anty-teiści (Hercen, Ławrow, Plechanow). Pierwsi szukali genezy i ostatecznego celu człowieka w sferze transcendentnej, której centrum był osobowy Bóg jako dawca i cel wszystkich wartości, podczas gdy drudzy podobny pogląd uważali za szkodliwy (anty-teiści) lub co najmniej za naiwny (a-teiści). Te dwa rodzaje światopoglądów, których ostateczny cel stanowiło przekształcenie sfery praktycznej, były w Rosji podbudowywane elementami europejskiej, zarówno starożytnej, jak i nowożytnej filozofii” - określił skrótowo obszar swych badań, owo określone przez Antoniego Czechowa w genialnym skrócie „ogromne pole” leżące „pomiędzy »jest Bóg« a »nie ma Boga«, po którym z wielkim trudem chodzi prawdziwy mędrzec”.
Wielu solidnych badaczy potknęło się w badaniach nad myślą rosyjską, ufając nadmiernie sądom zawartym w opracowaniach. Niedostatecznie weryfikowali owe sądy w oparciu o uważną analizę tekstów. Wartość źródeł jest dla Przebindy najważniejsza. Uniknął w ten sposób pułapek pochopnego wartościowania. W oparciu o wnikliwą lekturę tekstów źródłowych, zdemistyfikował wiele sądów pokutujących od dawna w nauce m.in. o Czernyszewskim jako prekursorze Lenina. Starał się zrekonstruować podstawowe elementy światopoglądu myślicieli których uznał za najważniejszych w rosyjskim sporze o Boga i człowieka: Piotra Czaadajewa, Aleksandra Hercena, Mikołaja Czernyszewskiego, Włodzimierza Sołowjowa, Jerzego Plechanowa i Mikołaja Bierdiajewa. Owe rekonstrukcje nie są jednak wypreparowane z dziejów myśli rosyjskiej. Autor wielokrotnie konfrontuje je z poglądami innych myślicieli m.in. Wissariona Bielińskiego, Aleksego Chomiakowa, Teodora Dostojewskiego, Mikołaja Gogola, Piotra Ławrowa (żonatego z Polką Czaplicką), Lwa Tołstoja, Lwa Szestowa, pilnie śledzi również wpływy myślicieli zachodnioeuropejskich m.in. Arystotelesa, Platona, św. Augustyna, św. Tomasza z Akwinu, Hegla, Kanta i Marksa.
„Jednym z głównych elementów naszej metody badawczej ma być interpretacyjna wstrzemięźliwość (unikanie nadinterpretacji i pospiesznych ocen) oraz tekstologiczna rzetelność” - stwierdza Przebinda w obszernym, blisko stustronicowym rozdziale wstępnym, który mógłby śmiało ukazać się jako osobna praca. Nieomal bałwochwalczy stosunek autora do tekstów źródłowych ma swe źródło w nieukrywanym przez Przebindę wpływie nań współczesnego rosyjskiego poety i myśliciela Sergiusza Awierincewa, który pragnął przywrócić Rosji sponiewieraną przez bolszewików istotę filologii jako miłości słowa oraz „służbę na rzecz zrozumienia”. Za latarnię oświetlającą mu wędrówki po dziejach myśli rosyjskiej wziął autor „Od Czaadajewa do Bierdiajewa” słowa Mikołaja Gogola z „Wybranych fragmentów z korespondencji do przyjaciół”: „W stosunku do słowa trzeba być uczciwym. Ono jest najwyższym Bożym darem dla człowieka. Nieszczęściem jest przeto, gdy pisarz wypowiada je w tym czasie, gdy sam znajduje się pod wpływem namiętnych pokus, złości albo gniewu, albo jakiejś osobistej niechęci wobec kogokolwiek, jednym słowem - wtedy, gdy jego własna dusza nie uzyskała jeszcze harmonii: wychodzi z niej takie słowo, które wszystkim obrzydnie (...). To nieszczęście, jeśli o rzeczach świętych i wzniosłych zacznie się rozlegać zgniłe słowo; lepiej już, aby zgniłe słowo rozlegało się o zgniłych rzeczach”.
Przebinda rekonstruuje rzetelnie, erudycyjnie i błyskotliwie światopoglądy myślicieli uznanych przez siebie za najważniejszych, nie rezygnując jednak z wyrazistych ocen owych światopoglądów (za co jeden z recenzentów zarzucił mu „intelektualny bolszewizm”). Za najbardziej wartościowy uznał autor teistyczno - antropologiczny światopogląd Włodzimierza Sołowjowa „będący próbą pogodzenia Aten i Jerozolimy w duchu ponadnarodowego uniwersalizmu”. Próbował wykazać, że „obydwie intelektualne formacje poszukiwały światopoglądu integralnego, którego centrum zawsze stanowił człowiek, inaczej jednak pojmowany przez przedstawicieli obu nurtów. Naszym zdaniem, rosyjski a-teizm i ant-yteizm - niezaleznie od swoich szczerych intencji i pozytywnych humanistycznych wartości, które głosił - poniósł wielką klęskę w XX wieku, w teorii i praktyce leninowskiego bolszewizmu, jako - zgodnie ze znacznie wcześniejszą terminologię Sołowjowa z »Trzech rozmów« - »zafałszowanego dobra« (ros. »poddielnoje dobro«), które może być również nazwane »zdegenerowanym humanizmem«”. (...) Sama historia po 1917 roku bardzo surowo obeszła się z marzeniami rosyjskich a-teistów i anty-teistów o stworzeniu dobrego, pięknego i sprawiedliwego świata wyłącznie wysiłkiem wyzwolonego od »przesądów« człowieka. Przewidywany z naukową konsekwencją przez Engelsa i Plechanowa »skok z królestwa konieczności do królestwa wolności« okazał się w rosyjskiej przestrzeni historycznej runięciem w duchową, kulturową i cywilizacyjną przepaść. Wbrew marzeniom Hercena,Czernyszewskiego, Ławrowa, Plechanowa historia tworzona bez Boga lub wbrew Bogu stawała się również antyludzka, antyhumanistyczna”. Niebezpieczeństwo przekształcania maksymalizmu teoretycznego w maksymalizm praktyczny, zagrażający człowiekowi, były już wcześniej dostrzegane w myśli rosyjskiej np. przez Hercena (też zresztą nie będącego bez winy), który pisał o systemach które „wydumane w gabinetach i szkołach, wychodzą na ulice i place” czy Dostojewskiego, który generalizował, że „u nas idea nagle spada na człowieka niczym ogromny kamień, i przydusza go - i oto człowiek wije się pod nią, a wyzwolić się nie może”. Owe przestrogi nie na wiele się zdały wobec poczynań ludzi którzy od bezbożnictwa teoretycznego przeszli do wykorzeniania wiary w Boga siłą. Niewielka część socjalistów - praktyków próbowała łączyć wiarę w przewrót socjalny z wiarą w Boga. Jak podaje Jan Kucharzewski, Mikołaj Czajkowski, przekonany socjalista był jednocześnie zwolennikiem idei bożoczłowieczństwa choć nie w wersji sołowjowowskiej lecz sekciarskiej niejakiego Malikowa. „Bez wiary żyć nie można, a wy nie macie w co wierzyć, jeśli nie chcecie zadowolić się oczywistem złudzeniem” - pisał w 1875 r. Czajkowski do jednego z przyjaciół - narodników. Owe nieliczne jednostki wierzących socjalistów były jednak izolowane.
„Najcenniejszą intuicję rosyjskiej myśli stanowi bez wątpienia pogląd o wzajemnym dopełnianiu się kultury (Aten) i religii (Jerozolimy). Rosyjski teizm, a przynajmniej teizm ponadnarodowy, który głosili Czaadajew, Sołowjow i Bierdiajew, miał nie tylko transcendentny, lecz również uniwersalistyczny wymiar. W tym istotnym punkcie był zbieżny z podstawowym ideałem okcydentalistów: Bielińskiego, i Hercena. Pogląd o łączności Rosji z Europą, ale dopełniony Sołowjowowską intuicją o potrzebie syntezy Jerozolimy z Atenami, stanowi do dzisiaj najbardziej wartościowy element niezwykłej przestrzeni rosyjskiej myśli nowożytnego okresu” - podsumowuje swe dzieło Grzegorz Przebinda.
Dokonane przez niego rekonstrukcje światopoglądów myślicieli rosyjskich są niezmiernie ciekawe. Pasjonująco przedstawił np. „dramatyczną zmienność” poglądów Wissariona Bielińskiego który zaczynał od roztaczania chrześcijańskiej wizji wszechświata, gdzie Chrystus króluje w chwale a skończył nie tylko na zanegowaniu Boga ale i podniesieniu negacji do rangi Absolutu. „Zaprzeczenie - jest teraz moim Bogiem” - pisał w 1841 r. w liście do Botkina. Ciekawe jest także przypomnienie przez autora, nienawiści Bielińskiego do katolicyzmu, z którą to nienawiścią - jak zwierzał się Stankiewiczowi - chciałby umrzeć. Interesujące jest również przywołanie jego namiętnej polemiki z Gogolem twierdzącym, że lud rosyjski jest „najbardziej religijny w świecie”. „(...) kłamstwo! Podstawą religijności jest pietyzm, pobożność, strach Boży. A człowiek rosyjski wymawia imię Boże, drapiąc się po tyłku. (...) Niechże Pan popatrzy bardziej uważnie, a dostrzeże Pan, że podług swej natury jest to lud najbardziej ateistyczny. Widać w nim jeszcze wiele przesądu, ale nie ma śladu religijności” - replikował Bieliński.
Nawet pobieżny rzut oka na imponującą rozmiarem erudycji książkę Grzegorza Przebindy przekonuje, że brak tam jednak szerszego omówienia poglądów tak ważnych postaci w dziejach myśli rosyjskiej jak słowianofile, Mikołaj Danilewski i Konstanty Leontjew. Owe luki są skutkiem konsekwentnego trzymania się przez autora przyjętego założenia, że interesują go wyłącznie myśliciele o nastawieniu uniwersalno - humanistycznym. Stąd np. wyłączenie Leontjewa, nazwanego przez Przebindę „quasi-chrześcijańskim antyhumanistą”. Autor dość ryzykownie zaatakował Leontjewa za stwierdzenie, że „prawosławny człowiek musi koniecznie czytać Ewangelię poprzez pryzmat nauki wybranych Ojców Kościoła”. „Sonia Marmieładowa, która czytała wyłącznie Ewangelię, nie była jeszcze w oczach Leontjewa prawowierną chrześcijanką. Prawosławną Rosję może uratować nie amorficzne ewangeliczne chrześcijaństwo, lecz uformowane w nauce Kościoła i jego Ojców chrześcijaństwo dogmatyczne” – pisze autor ksiązki. Przebinda może słusznie zarzucać Leontjewowi sprowadzanie jednostek do roli śrubek i trybików w mechanizmie państwa, robiąc mu jednak zarzut z przedstawiania konieczności czytania Ewangelii w świetle Tradycji Kościoła trafia kulą w płot. Chrześcijaństwo bez Tradycji i dogmatów staje się protestanckim, woluntarystycznym zlepkiem jednostek czytających Ewangelię jak komu pasuje.
Grzegorz Przebinda napisał omawianą książkę z imponującą logiką i precyzją. Ujmuje staranne opracowanie edytorskie, solidny indeks nazwisk i stosowanie normalnej transkrypcji tekstów rosyjskich a nie panoszącej się obecnie w polskich książkach transliteracji anglosaskiej, zaciemniającej skutecznie zrozumienie tekstu. Nad książką unosi się - choć nie przywołany wprost duch wielkiego św. Tomasza z Akwinu jako wzór dochodzenia do Prawdy. Autora dzieła „Od Czaadajewa do Bierdiajewa” śmiało można zaliczyć w poczet wybitnych kontynuatorów przedstawicieli chrześcijańskiej z ducha rusycystyki krakowskiej: Mariana Zdziechowskiego i Ryszarda Łużnego. Tyczy się to również jego starszych stażem naukowym kolegów: prof. Lucjana Suchanka i prof. Anny Raźny. Pochodzący z podkrakowskich Wołowic Przebinda jest także kontynuatorem tej licznej rzesz synów chłopskich którzy zabłysnęli na trwale w dziejach nauki polskiej.
Ukazanie się omawianej książki było 15 lat temu wielkim wydarzeniem nie tylko we współczesnej humanistyce polskiej. Tak solidnego omówienia tego tematu na bazie tekstów źródłowych, nie mieliśmy do owej pory w ogóle.
Szkoda, że prof. Przebindę pochłonęła na razie dydaktyka i bieganie w maratonach. Nie możemy się wobec tego doczekać jego zapowiadanego od dłuższego czasu dzieła na temat Rusi.
Tekst ukazał się niegdyś na łamach dwumiesięcznika „ARCANA”



Komentarze
Pokaż komentarze (7)