Ukazały się nowe, bardzo dobre przekłady opowiadań Iwana Bunina (1870-1953), wybitnego pisarza rosyjskiego, laureata literackiej Nagrody Nobla w 1933 r.
Przetłumaczyła je Renata Lis, znana dotąd jako subtelna tłumaczka i znawczyni twórczości Gustawa Flauberta, wydało zaś wydawnictwo Sic! w serii „Wielcy pisarze w nowych przekładach”. Jest to przede wszystkim czternaście opowiadań z wydanego pod koniec życia pisarza, tomu „Ciemne aleje”.
„Kupując niedawno zbiór nowel Bunina Tiomnyje allei, usłyszałem od Władimira Wasiliewicza: »Bardzo erotyczne. W każdym razie nie nadają się do głośnego czytania«.
»Do czego?..« pomyślałem, mimo woli mrużąc oczy dla skoncentrowania pamięci. I dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że starzy ludzie wciąż jeszcze rozróżniają dwa typy czytanai książek – ciche dla siebie i głośne dla zgromadzonych domowników – rozpowszechnione w czasach minionej epoki” – pisał Józef Mackiewicz w opowiadaniu „Początki »obrezu«” („Fakty, przyroda i ludzie”, Londyn 1984, Kontra, str. 252).
Władimir Wasiliewicz wiedział co mówi. „Ciemne aleje” ze swoim mocnym ładunkiem erotyki do głośnego czytania w całości się nie nadają. Stąd czytam je po cichu od 38 lat. Mając 15 lat, kupiłem w księgarni w rodzinnym Rzeszowie wpierw wybór opowiadań „Gramatyka miłości”, potem zaś „Różę Jerycha”. Zachwyt pierwszej lektury nigdy nie minął. Wyszukiwałem w antykwariatach inne polskie przekłady m. in. „Życie Arsieniewa” i przedwojenną „Sprawę korneta Jełagina”. Mistrzowskie przedstawienie spraw miłosnych, w tym miłości młodzieńczej, bardzo odpowiadało sentymentalnemu nastrojowi kilkunastoletniej duszy. Kiedy potem wydoskonaliła się moja znajomość rosyjskiego i zacząłem czytać Bunina w oryginale, przekonałem się, jak dobre były jego polskie przekłady: Marii Leśniewskiej, Marii Mongirdowej, Seweryna Pollaka, Wacława Rogowicza.
Teraz dołączyła do nich Renata Lis. Teksty jej przekładów łączą wierność oryginałowi z mistrzostwem operowania polszczyzną. Po co jednak jeszcze raz przekładać coś, co w większości było niegdyś bardzo dobrze przełożone?
W czasach mej młodości traktowałem przekłady jako coś pośledniejszego, niezbyt twórczego, mało związanego z literaturą polską. Jeżeli książka w przekładzie mi się podobała, to przypisywałem to przede wszystkim mocy pisarskiej oryginału. Teraz zaś patrzę na to zupełnie inaczej, traktując przekłady jako integralną część literatury polskiej, kształtującą (jeżeli są dobre) dobry smak literacki i wzbogacający nasz język. Stąd bardzo dobrze jest, gdy co jakiś czas ukazują się nowe przekłady dobrych książek, ożywiając rzekę języka polskiego kolejnym dopływem.
Trzy z przełożonych Lis opowiadań nie były dotąd znane czytelnikom polskim, a i w Rosji się je przedrukowuje bardzo rzadko. Powodem jest ich drastyczność. Teraz możemy więc przeczytać po polsku „Gościa”, „Panią Klarę” i „Żelazną sierść”. To rzeczywiście opowiadania które nie nadają się do głośnego czytania, w kręgu rodzinnym. Krótki, niespełna trzystronicowy „Gość” jest bardzo dosadny. Ot, przyszedł sobie Adam Adamycz pożegnać znajomych, nie zastawszy ich, „zerżnął” z marszu młodą kucharkę i po minucie sobie poszedł, nie wróciwszy już nigdy więcej. A kucharka marzyła...
Równie drastyczne jest opowiadanie „Pani Klara”, gdzie żądza erotyczna młodego kupca gruzińskiego Herkulesa Meładze skierowana do starszej, bardzo eleganckiej kokoty, tytułowej Pani Klary, doprowadza go do mordu. Czytając Buninowski opis, trudno się dziwić, że w młodym Gruzinie zagrała krew: „Wciąż popatrywał na posilającą się przy stoliku nieopodal postawną brunetkę, która wydawała mu się szczytem urody i elegancji: królewskie ciało, wysokie piersi i strome biodra – wszystko ciasno obciągnięte atłasową czarną suknią; na szerokich ramionach gronostajowa gorżetka; na smolistych włosach wspaniale wywinięty czarny kapelusz; czarne oczy z przylepionymi długimi rzęsami błyszczą dostojnie i niezależnie, cienkie, pomarańczową pomadką wymalowane usta są dumnie zaciśnięte; szeroka twarz jest biała, jak kreda, od pudru...” (str. 68).
W „Żelaznej sierści” zaś samobójcza śmierć Panny Młodej jest konsekwencją grzechu przeciw VI Przykazaniu, nie popełnionego jednak z osobą ludzką.
Tłumaczka nie ograniczyła się jednak do przełożenia opowiadań Bunina. Bardzo ważną częścią książki są „Nieszczęsne dni”, ponad stuczterdziestostronicowy dziennik Bunina, pisany w latach 1918-1919 w zajętych przez bolszewików Moskwie i Odessie. To wstrząsające świadectwo rewolucyjnego rozpasania najdzikszych instynktów ludzkich, swoisty „dziennik czasów zarazy”. Pod datą 24 kwietnia 1918 r. Bunin notuje:
„Nawet na rozkaz samego Michała Archanioła nigdy nie uznam bolszewickiej pisowni. Już choćby dlatego, że jeszcze nigdy ręka ludzka nie wypisywała takich rzeczy, jakie teraz wypisuje się w zgodzie z tą pisownią.
I pomyśleć, że muszę jeszcze wyjaśniać to temu, to tamtemu, dlaczego mianowicie nie pójdę pracować w jakimś tam Proletkulcie! Trzeba jeszcze udowadniać, że nie wolno siedzieć obok czerezwyczajki, gdzie niemal co godzinę rozwalają komuś głowę, i oświecać w kwestii »najnowszych osiągnięć w dziedzinie instrumentarium wiersza« jakąś tępą chamkę z mokrymi od potu rękoma! A niech trąd ją zeżre do siedemdziesiątego siódmego pokolenia, nawet naprawdę »ynteresuje sie« wierszami!
W ogóle, najstraszniejsze, najokropniejsze i najbardziej haniebne nie są teraz nawet same okropieństwa i hańby, lecz to, że trzeba je objaśniać, spierać się o nie, czy są dobre czy złe. Czy to nie jest najstraszniejszy koszmar, że muszę udowadniać na przykład, że lepiej tysiąc razy zdechnąć z głodu, niż uczyć taką chamkę jambów i trochejów, żeby mogła później z ich pomocą opiewać to, jak jej towarzysze rabują, biją, gwałcą, jak paskudzą w cerkwiach, drą pasy z oficerskich pleców, żenią duchownych z kobyłami”! (str. 284-185).
„Mój przekład dziennika moskiewsko-odeskiego różni się od poprzedniego tłumaczenia (autorstwa pani janiny Kornel) tytułem (racje przemawiające za tytułem Nieszczęsne dni przedstawiłam w Objaśnieniach), lecz przede wszystkim stylem (zależało mi, aby Bunin brzmiał jak inteligent i dobry pisarz, którym był), a w wielu miejscach także merytorycznie. Największym wyzwaniem nie był jednak dla mnie sam przekład dziennika, lecz przygotowanie do niego objaśnień: przede wszystkim dlatego, że aby były one kompletne i wyczerpujące, powinny zająć co najmniej tyle samo tomów, co Istorija Rossiji s driewniejszych wriemion Sołowjowa – wtedy być może udałoby się naświetlić wszystkie konteksty związane z rosyjską wojną domową i pierwszą wojną światową, wszystkie niuanse biografii wspominanych przez Bunina ludzi oraz ten fatalny splot wydarzeń z historii rosyjskiej, który zdaniem pisarza umożliwił katastrofalne zwycięstwo bolszewików. Ponieważ z wielu oczywistych względów takie maksymalistyczne rozwiązanie nie byłoby możliwe, zdecydowałam się na objaśnienia, które pozwolą czytelnikowi dość swobodnie czytać Nieszczęsne dni, podpowiadając mu jednocześnie, gdzie może szukać dalszych informacji, jeżeli jakaś sprawa szczególnie go zainteresuje” – pisze Renata Lis (str. 7).
Bardzo dobre objaśnienia to mocna strona tej książki. Tylko komuś, kto nigdy nie przygotowywał choćby kilku erudycyjnych przypisów i objaśnień, może sądzić, że to łatwa praca. Tymczasem takie obszerne, erudycyjne przypisy bywają owocem wielomiesięcznej, czasem wieloletniej pracy i niekiedy są bardziej wartościowe niż tekst objaśniają (przykładem choćby komentarze Pawła Hertza do wydanego przez niego „Zbioru poetów polskich XIX wieku”).
Czy wszystko mi się w tej książce podoba? Nie. Żałuję, że wśród wyboru opowiadań z tomu „Ciemne aleje”, nie znalazło się miejsce na przekład moich ulubionych: tytułowego i „W Paryżu”. Szkoda też, że zgodnie z pierwotnymi zamierzeniem autorki, na końcu nie znalazła się mowa Bunina „Misja emigracji rosyjskiej” z 1924 r.
Nie budzi też zastrzeżeń pozostawienie w tekście przekładu niektórych wyrazów rosyjskich, dla uwydatnienia kolorytu narodowego opowiadań Bunina np. „czasownia” czy „izwozczyk”. Nie wszystkie pozostałości rosyjskie dobrano jednak szczęśliwie. Dziwacznie nieco wygląda pozostawienie słowa „kartuz”. Jest to po prostu czapka używana i przez cywilów i przez wojskowych. Można ją było więc tak przełożyć lub spolszczyć na „kaszkiet”. Tak czy inaczej, to jednak drobiazg. Renata Lis nie poszła drogą tych tłumaczy, którzy zarzucając swym poprzednikom nieudolność translatorską, sami przetłumaczyli na nowo tekst tak, że słowo w słowo się zgadza, lecz czytać się go nie da, bo polszczyzna tłumacza zbyt drętwa. Wielką zasługą tłumaczki jest opatrzenie tekstu Bunina swymi komentarzami. Jest więc i słowo wstępne i jakże potrzebne objaśnienia tłumacza, jest esej „Dwa zegarki Iwana Bunina” i pożyteczne kalendarium życia i twórczości autora „Ciemnych alej”.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)