Blog
Przechadzki po Bibliotece
Bogdan Gancarz
Bogdan Gancarz Dziennikarz, historyk. Redaktor "Gościa Niedzielnego" i "ARCANÓW", ganjo@poczta.onet.pl
3 obserwujących 65 notek 46777 odsłon
Bogdan Gancarz, 22 sierpnia 2015 r.

(LVII) Poeta powiatowy

Poeta powiatowy
Poeta powiatowy

Piękno Ponidzia pokazuje mi od lat Krzysztof Nurkowski, mieszkający tam przyjaciel mojej krakowskiej młodości. Moim towarzyszem w literackich wędrówkach po Ponidziu jest z kolei poeta i prozaik Zdzisław Antolski.

W „Akropolis” Wyspiańskiego „Skamander połyska, wiślaną świetląc się falą”. Antolskiego Skamandrem płynącym po mitycznej krainie dzieciństwa, jest zaś Nida, meandrująca po miękkich, lessowych gruntach.

 

„I hen dalej na południe,

gdzie leży kobierzec Ponidzia...

 

Nidy Skamander i Meander,

łąki pełne metafor owadzich.

 

Lessowe wzgórza zasiedlone

przez skowronki.

Gipsy rosnące Pińczowem i Buskiem.

 

Kraina figur przydrożnych

i kapliczek” – pisze Antolski w tytułowym wierszu tomu „Nidy Skamander” (Kielce 2007).

Urodzony w 1953 r. w Skalbmierzu, od 15 roku życia mieszkający w Kielcach, za swą małą ojczyznę uważa jednak Ponidzie. Tu, w Złotej Pińczowskiej i w Pełczyskach, gdzie uczyli jego rodzice, spędził dzieciństwo, które ukształtowało go na całe, dalsze życie. Ponidziańskie dzieciństwo stworzyło świat jego postrzegania domu, rodziny, miłości, piękna, krajobrazu, historii. Antolski w swych wierszach, opowiadaniach, szkicach ciągle wraca do swej krainy szczęścia. Stał się poetą, którego świat ograniczają granice rodzinnego powiatu.

Czyż jest coś ujmującego w określeniu „poeta powiatowy”? Bynajmniej. Przecież takimiż bywali i wielcy. Poetyckimi „powietnikami” byli przecież i Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” i Ślązak Josef von Eichendorff z Łubowic koło Raciborza w swych wierszach.

„Musieliśmy miasto-odchorować

nie tak łatwo opuścić parafię

 

I byliśmy tacy – niczyi i żadni

ani wiejscy, ani miejscy” – pisał w wierszu z cyklu „W sadzie sen” opublikowanym w tomie „Okolica Józefa i inne wiersze” (Kielce 2000)

 

„Byłem w mojej wsi

dwadzieścia pięć lat

później

Trawa zarosła nasze miejsca

ścieżki i dróżki” – pisał w innym wierszu z tego samego cyklu.

Lubię wracać do szkiców i opowiadań Antolskiego z tomów „Moje Ponidzie” (1994) i „Furtka w czasie” (2013). Nie bez kozery autor przyznaje się często do fascynacji autentyzmem, popularnym niegdyś polskim nurtem literackim. Wszystko w jego wierszach i opowiadaniach jest zanurzone w ponidzkiej ziemi. Wraca do niej nieustannie. Do czasów swego dzieciństwa w Pełczyskach i Złotej, do młodzieńczych fascynacji erotycznych  np. w opowiadaniach: „Szczenięca miłość”, „Piękna Lola”. Nic tu nie jest wymyślone za biurkiem.

Blisko pół wieku mieszkania w Kielcach wywarło jednak również wpływ na twórczość Antolskiego. Na stronie internetowej www.pisarze.pl, prócz swych opowiadań, publikuje również bardzo ciekawe wspomnienia z cyklu „Moje Kielce literackie”. Dotyczą przeważnie „górnej i chmurnej” literackiej młodości autora. Nie heroizuje on przy tym swej roli literata. Ma do niej zdrowy dystans. Świadectwem tego jest choćby opowiadanie „Jubileusz” z tomu „Furtka w czasie”.

 Rozsiane w szkicach i opowiadaniach wzmianki o rodzicach, wiejskich nauczycielach o chłopskich korzeniach, są swoistym pomnikiem dla tej grupy nauczycielskiej, która odegrała bardzo ważną rolę w budzeniu ambicji edukacyjnych dzieci wiejskich. Wiejscy nauczyciele miotali się między indoktrynacyjnymi i laicyzacyjnymi naciskami zwierzchników a nakazem sumienia. Uczyli nie tylko wiedzy i umiejętności. Byli również nauczycielami grzeczności i piękna. Ich uczniowie niekiedy dopiero po latach doceniali rolę swoich nauczycieli w budowie fundamentów życiowych. Przypomnienie przez Antolskiego tej roli jest nie do przecenienia.

Rodzina Zdzisława Antolskiego jest dobrą ilustracją słów Krasińskiego „z szlachtą polską, polski lud”. Żoną bowiem tego literata o chłopskich korzeniach jest Maria, wywodząca się z zacnego ziemiańskiego rodu Linowskich herbu Pomian. Jej przodek, szambelan Aleksander Linowski, przyjmował w 1794 r/ na krakowskim Rynku Głównym przysięgę Tadeusza Kościuszki.

Tomiki wierszy i opowiadań Zdzisława Antolskiego mam zawsze na podorędziu, w pobliżu tomików Jerzego Harasymowicza i Adama Ziemianina. Kiedy kolejne lato chyli się ku końcowi, lubię posmakować lektury utworów „poety powiatowego” z Ponidzia. Pomaga zrozumieć otaczający świat.

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @SOWINIEC Ja tylko zrelacjonowałem mniej lub bardziej udolnie to, co wydawało mi się...
  • @GRAB JEDEN W szklaneczce była woda mineralna.
  • @Autor Oto nasz Sowiniec pozdrawia ze szpitala.

Tematy w dziale