kreditor kreditor
110
BLOG

Pytania o Trybunał

kreditor kreditor Polityka Obserwuj notkę 1

W dzisiejszej Rzepie dalszy ciąg dyskusji o tarciach w TK zainicjowanej artykułem w wydaniu weekendowym. Zasadniczo zgadzam się z tezami autorów tej drugiej  publikacji, ale przyznałbym też rację niektórym tezom formułowanym dziś przez Winczorka. Osią problemu nie jest jednak kwestia stawiana przez redaktorów Rzepy, tj. czy istnieje w Trybunale pęknięcie pomiędzy "starymi" o poglądach liberalno-lewicowych (Wyrzyk, Łętowska etc.) a nowymi (powołanymi za czasów PiS/LPR/Samoobrony). Problem jest dużo głębszy.

Pierwsze, fundamentalne pytanie sprowadziłbym do kwestii: czy można krytykować TK i w jakim zakresie. Odpowiedź, w każdym państwie o ugruntowanych tradycjach obywatelskich i demokratycznych, brzmiałaby - oczywiście tak. Sąd konstytucyjny, jak każdy organ władzy publicznej,  tak jako instytucja w sensie jej ustrojowego i proceduralnego zakotwiczenia, jak i w sensie jego działalności orzeczniczej, wreszcie w aspekcie publicznych wypowiedzi i działań jego członków - podlega publicznej krytyce. Krytyka ta nie może, rzecz jasna, mieć charakteru zniesławiającego, znieważającego, czy też prowadzącego do naruszenia dóbr osobistych sędziów TK. Jeżeli jednak niektórzy byli i obecni sędziowie Trybunału formułują tezę, ostro lansowaną przez niektóre media, że krytyka orzeczeń TK, kwestionowanie zasadności istnienia tego organu, czy też postulaty zmian w przepisach określających jego ustrój i działanie, to "bezprzykładny atak na demokrację", albo "bezpardonowy i haniebny atak na Konstytucję" (cytaty mogą być niedokładne, ale to jest coś w tym guście),to takie twierdzenia każą postawić kolejne pytanie - tym razem o kondycję samego Trybunału.

Trybunał  Konstytucyjny nie jest abstrakcją - to są konkretni ludzie, którzy wydają konkretne orzeczenia w konkretnych sprawach. Nasza przegadana, pełna pustych norm Konstytucja, to w rękach każdego mniej lub bardziej sprawnego prawnika, powołanego do rozstrzygania o hierarchicznej zgodności norm -  bardzo niebezpieczny oręż. Szerokie uprawnienia przyznane TK w Konstytucji, organ ten, stosując nadmiernie rozszerzającą i celowościową wykładnię, dodatkowo poszerzył. Żaden przepis Konstytucji nie przypisuje TK kompetencji do dokonywania powszechnie obowiązującej wykładni norm - choć instytucja ta była znana naszemu porządkowi prawnemu. Tymczasem TK, enigmatycznie, zawile i mgliście tłumacząc przepisy o zakresie swej właściwości, doszedł do wniosku, że przysługuje mu, niewysłowiona w przepisach Konstytucji norma kompetencyjna, przyznająca mu uprawnienie do dokonywania takiej wykładni, pod postacią tzw. "wykładni w zgodzie z Konstytucją". Trybunał, uważa zatem, że nie tylko może orzec, czy dany przepis jest zgodny z Konstytucją, czy nie, którą to kompetencję przyznają mu przepisy Konstytucji,   ale także, jak należy dany przepis tłumaczyć - a to z pewnością nie było intencją ustrojodawcy. Dalsze rozszerzanie własnej kompetencji dokonane przez Trybunał polega na tym, że w swych orzeczeniach organ ten nie ogranicza się do zero-jedynkowego stwierdzenia wzajemnej zgodności/niezgodności norm, do czego został powołany, ale do wskazywania ustawodawcy, jakie normy rangi ustawowej byłyby zgodne z Konstytucją. Innymi słowy, TK mówi Sejmowi, jakie przepisy ma uchwalać (np. ustawa lustracyjna, korporacje prawnicze, zrzeczenie się własności nieruchomości itp). W mojej ocenie jest to niedopuszczalne wkroczenie organu władzy sądowniczej w kompetencje władzy ustawodawczej. TK, choć działa na podstawie przepisów przyznających mu rolę "negatywnego ustawodawcy" wchodzi w rolę ustawodawcy pozytywnego.  Mamy zatem do czynienia z organem sądowniczym, który ma potężne, dodatkowo rozszerzone własnym orzecznictwem, kompetencje, którego orzeczenia są ostateczne i wywołują skutki  dla każdego obywatela. Nie dziwne, że działalności tego organu, wielu się przygląda a część tę działalność krytykuje.

Uzasadnienia orzeczeń TK mają zazwyczaj horrendalną długość. Niestety często - jak to w życiu - ilość nie idzie w jakość. Zawiła, konstytucyjna nowomowa, odwoływanie się do dziwnych pojęć, rozwlekłe dywagacje - kryją często szkolne błędy. W orzeczeniu dotyczącym. zrzeczenia się własności nieruchomości (nie chce mi się szukać sygnatury) można np. znaleźć kwiatek w postaci twierdzenia, że regułą jest kauzalność rozporządzających czynności prawnych. Za takie sformułowanie student II roku prawa wyleciałby na kopach z egzaminu z prawa cywilnego z wielką dwóją w indeksie, bo kauzalność/abstrakcyjność to atrybuty czynności przysparzających a nie rozporządzających. To jest elementarz a takich przykładów jest sporo.

Każdy czynny prawnik, czy to praktyk, czy teoretyk, po kilku latach tej zabawy zauważa, że prawo to nic innego jak klocki lego, z których można stworzyć prawie dowolną konstrukcję. Prawo jest zjawiskiem językowym i tylko bariery języka stanowią granicę tworzenia prawniczych konstrukcji. Praktycznie KAŻDY pogląd prawny da się lepiej lub gorzej uzasadnić, nie ma niepodważalnej wykładni ani teorii. Jest tylko przepis, tj. zdanie, które w powiązaniu z innymi zdaniami tłumaczymy, żeby uzyskać (zdekodować - jak by powiedział TK) daną normę. Granice wykładni są bardzo elastyczne. O ile tam, gdzie mamy do czynienia z prostą subsumpcją, np. w sprawach karnych, margines dowolności się kurczy, to w sytuacji, gdzie bada się  wzajemną zgodność dwóch przepisów, z których jeden posługuje się klauzulami generalnymi, każdy pogląd jest do obrony. Dlaczego ostaje się akurat ten a nie inny? Dlaczego określony przepis jest "zgodny" z Konstytucją a inny "niezgodny". Ano dlatego, że większość orzekających sędziów uznaje takie lub inne rozwiązanie ustawodawcze za pożądane a inne nie - dokładnie tak samo jak większość sejmowa. Dlaczego zatem nikt nie oburza się na twierdzenie, że Sejm jest ciałem politycznym a tylu się zapluwa, gdy ktoś skonstatuje oczywistą prawdę, że także TK ma taki charakter. Polityczna motywacja orzeczeń i polityczne (tj. dotykające całego społeczeństwa) ich skutki. TK jest więc bardzo politycznym organem.

Czy ktoś widział sędziego Sądu Najwyższego w TVN24? Za to kilku byłych i obecnych sędziów Trybunału ma chyba dodatkowy etat społeczny w tej telewizji i kilku rozgłośniach radiowych, gdzie bardzo chętnie wypowiada się na bieżące tematy polityczne. Czy to licuje z powagą sędziego sądu konstytucyjnego? W jakim świetle taka działalność stawia niezawisłość i niezależność sędziowską? Porównanie z Sądem Najwyższym ciśnie się na myśl samo, jeśli weźmie się pod uwagę, że jego sędziowie reprezentują sobą bardzo często niesamowity poziom erudycji prawniczej a uzasadnienia orzeczeń SN, choć zwykle nie mają objętości encyklopedii, potrafią być pasjonującą dla prawnika lektura. Nikt nie zwrócił uwagi, że orzeczenia TK bardzo rzadko się glosuje, choć przy ich znaczeniu społecznym i „obszerności” materiału, powinny być przecież  w nauce komentowane. Cóż często nie bardzo jest co komentować. Ilość – jak wyżej napisałem – nie idzie w jakość.

Dodajmy do tego tryb powoływania sędziów TK, powodujący że często są oni reprezentantami środowisk politycznych umożliwiających ich wybór. W tym kontekście argument Winczorka z dzisiejszej Rzepy, że długa kadencja gwarantuje oderwanie się od politycznego zaplecza, jest po prostu słaby. Realną gwarancją  byłaby tutaj dożywotnia kadencja, nie zaś kadencja dziewięcioletnia, bo przecież coś trzeba potem robić. Po zakończeniu kadencji sędziego TK zazwyczaj nie chce się iść na emeryturę a kolejne prominentne stanowiska wymagają wsparcia tych samych środowisk, które umożliwiły powołanie do TK. Dlatego dziwi mnie kwestionowanie politycznego i światopoglądowego podłoża stanowisk zajmowanych przez sędziów TK w konkretnych sprawach. W USA życiorys każdego sędziego Sądu Najwyższego rozbiera się na czynniki pierwsze i jest truizmem twierdzenie, że polityczne przekonania sędziów rzutują na ich orzeczenia. W Polsce ta sama oczywista konstatacja w odniesieniu do sędziów TK jest uznawana niemal za zbrodnię stanu. Ciekawe, czy i kiedy doczekamy się tu normalnej debaty publicznej.

Sąd konstytucyjny jest instytucją niezbędną w każdej demokracji, ale – jak każda instytucja demokratycznego państwa prawnego – może podlegać krytyce a jest co krytykować w odniesieniu do naszego Trybunału Konstytucyjnego. Potrzebne są zmiany w Konstytucji, które przywrócą zachwiany przez działalność orzeczniczą tego organu trójpodział władz. Potrzebna jest zmiana trybu powoływania sędziów TK oraz przynajmniej rozważenie wprowadzenia dożywotniej kadencji. Może wtedy trafią tam prawnicy będący prawdziwymi pasjonatami w swoich dziedzinach, pozbawionymi parcia na szkło,  którzy będą chcieli być zapamiętani  przez swoje orzeczenia a nie występy w mediach. Taki sąd konstytucyjny mi się marzy, ale to chyba marzenia ściętej głowy…

 

kreditor
O mnie kreditor

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka