Pazik zadyndał dziś uroczo, dołączając do swych ziomków w zaświatach i - co ciekawe - korzystając z analogicznego śrdoka transportu. Chociaż uwielbiam "Z Archiwum-X", walczę dzielnie ze spiskową teorią dziejów, która narzuca oczywiste przypuszczenie, że panowie nie rzucili się na sznurek, lecz raczej zostali rzuceni. OK, nie mając żadnych danych, należałoby przyjąć, że zupełnie przypadkowo trzech recydywistów kategorii "N" osadzonych w celach o najściślejszym nadzorze w krótkich odstępach czasu postanawia przenieść się na łono Abrahama. Brzmi wiarygodnie? Niezbyt, ale skoro tak mówi Służba Więzienna oraz dzielna prokuratura - czy można nie wierzyć przedstawicielom tych szacownych instytucji?
W "Dużym Formacie" był swego czasu reportaż o sprawie Olewnika, z którego lektury zapamiętałem anonimową opinię jakiegoś "undercovera" z CBŚ. Facet powiedział coś w tym stylu: "W głowie się nie mieści, żeby Franiewski sam z siebie mógł popełnić samobójstwo. To był twardy typ, który nie bał się pierdla. Albo ktoś go powiesił, albo dostał propozycję nie do odrzucenia". Niezależnie od tego, czy Pazio rzucił się na sznurek powodowany wyrzutami sumienia (taaa jasne), czy też ktoś go sugestywnie o to poprosił, czy też wreszcie ktoś mu pomógł, to naczelnik zakładu powinien wylecieć momentalnie, podobnie jak klawisze ze zmiany, na której to się stało. Tłumaczenie, że w każdej celi jest "martwy punkt" to bzdura. Zanim gość podarł prześcieradło, zanim ukręcił linię, zanim zrobił pętlę, zanim włożył w nią łeb - powinien być sprawdzony co najmniej raz. Jak znam życie, nikomu włos z głowy nie spadnie. A penitencjarni oficjele pouczą nas po raz enty, że "samobójstwa zdarzają się w zakładach karnych".
Ale nie o tym. Najbardziej przerażająca w sprawie Olewnika - abstrahując od niebywałego barbarzyństwa padłych już obecnie zwierząt, które zamęczyły chłopaka - jest lokalne bagno, w którym działa się ta smutna historia. Prowincjonalna policyjno-bandycka gangsterka jest nie do ruszenia. Chłopak zostaje porwany na imprezie wyprawionej na cześć lokalnego psa. Nikt tego wątku nie pociągnął. Sprawcy są koleżkami lokalnego działacza SLD - skończyło się bodajże na zarzucie oszustwa. Lokalna psiarnia prowadzi postępowanie w tak żenujący sposób, że teza o znajomości ze zleceniodawcami porwania aż się prosi o sprawdzenie. Sprawcy odbierają okup pod nosem psów, którzy mieli ich zatrzymać ale dziwnym trafem zatrzymanie jakoś "nie wychodzi".
To jest właśnie zjawisko, które Jarek nieudolnie nazywa mianem układu. Chłopak zostaje w barbarzyński sposób zamordowany jak bezpański kundel po miesiącach tortur, których nie powstydziłby się Jacek Różański i przez tyle lat nie można wyjaśnić sprawy. Kończy się na tym, że wyroki zapadają wobec lokalnych złodziejaszków. Uwierzycie, że taka hołota samodzielnie wymyśliłaby, zaplanowała i przeprowadziła pomysł porwania syna lokalnego milionera? Znowu pachnie spiskiem, ale kto za tym do cholery stał? Dlaczego trzech ministrów sprawiedliwości nie potrafiło zdyscyplinować prokuratury? Dlaczego trzech ministrów spraw wewnętrznych nie potrafiło wziąć za twarz psiarni? Bo to jest właśnie prowincjonalne bagno. Bagno, w którym psiarnia kuma się z lokalnymi politykami a ci z prokuratorami itp. Każdy każdego zna. Każdy ma jakąś tajemnicę. Każdy zna tajemnice innych, ale wie, że oni znają jego tajemnice. Powiatowa omerta - nie do ruszenia. Kiedy postępowania były przenoszone do innej prokuratury było już za późno. Chłopak nie żył a ta inna prokuratura w ciągu miesiąca ustaliła osoby bezpośrednich sprawców.
Ćwiąkalski może gadać pięknie, Ziobro może ciskać gromy, Olewnik może się miotać, ale myślę, że nie dowiemy się prawdy. Może za kilkadzisiąt lat, kiedy wymrą zainteresowani, jakiś dziennikarz przekopie się przez papiery, dotrze do świadków, którzy już nie będą się bali mówić i wtedy okaże się, kto w tym siedział. Na prowincjonalne bagno nie ma rady. Trzeba by było wymieść wszystkich, poczynając od wójta, przez całą komendę policji, prokuraturę rejonową, lokalny aparat skarbowy itp. Jedyne o co martwi się dziś prokuratura, to akt oskarżenia przeciwko Olewnikowi, bo szarpnął prokuartora z klapy. Żałosny ostatni akord żałosnej sprawy ukazującej koszmar lokalnej patologii.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)