0 obserwujących
21 notek
6842 odsłony
  630   3

Jak znany Śpiewak falsetem śpiewał, czyli kto walczy z prawdą

Znany Profesor Śpiewak, fot. Kancelaria Senatu RP
Znany Profesor Śpiewak, fot. Kancelaria Senatu RP

Osiem lat minęło od promocji książki profesora Pawła Śpiewaka „Żydokomuna”. Jest pewien problem z samym słowem „żydokomuna”, bo nie do końca wiadomo – są tacy, co jeszcze nie wiedzą – czy należy je traktować z wielką czcią, czy też unikać jak ognia. Okazuje się, że... i jedno, i drugie. Jest to czymś w rodzaju cudu łączenia wody z ogniem. Wszystko na to wskazuje, że udanym, bo Paweł Śpiewak nie wahał się użyć tego właśnie słowa jako tytułu swojej książki. Używał go też chętnie, choć w innych czasach (można nawet rzec – w całkiem innej epoce) pewien Adam, co redaktorem wielkim jest niezmiernie. Jednak ów Adam nie używa już tego słowa. Dziś chyba uważa, że tradycja żydokomuny jest jednak zbyt niewygodna, żeby się do niej odwoływać i... należy ją przemilczeć.


Jak na pewno wiecie, środowiskiem, z którego pochodzę, jest liberalna żydokomuna. To jest żydokomuna w sensie ścisłym, bo moi rodzice wywodzili się ze środowisk żydowskich i byli przed wojną komunistami. Być komunistą znaczyło wtedy coś więcej niż przynależność do partii to oznaczało przynależność do pewnego języka, do pewnej kultury, fobii, namiętności (Adam Michnik, Powściągliwość i Praca, nr 6, 1988 r.)


Najświatlejsze umysły na Zachodzie popierały komunizm. (Adam Michnik, GazWyb, 1992 r.)


Wróćmy do profesora Śpiewaka, który przyznaje: „Wzorowałem się na Grossie. Odpowiada mi jego sposób prowadzenia narracji. To historia, ale historia intelektualnie przetworzona, nie tylko suche fakty...”. Piękne wzorce. Piękne fakty (po faktach, a nieraz jakoby przed). Piękna historia. Tak socjologowie piszą sobie historie (liczba mnoga jest tu użyta intencjonalnie). Jak to w operze. Śpiewak śpiewakowi nierówny (a socjolog socjologowi), ale każdy sobie marzy, żeby zaśpiewać wyżej, mocniej, zapisać się w historii muzyki. Socjolog też może zapisać się w historii? Niektórzy próbują wymyślać „mocniejsze rzeczy”, „lepsze fakty”...


Jak skutecznie walczyć o prawdę? Po prostu mówić prawdę - twierdzi profesor Paweł Śpiewak w wywiadzie opublikowanym 25 lutego 2019 r. Ale czy mówić całą prawdę, czy może wystarczy tylko jej część? O tym ani słowa. Czyżby nie miało to znaczenia? Czy to nieistotny drobiazg? Otóż nie. To niezwykle ważne. Weźmy banalne ciasto drożdżowe. Czy trzeba dużo wysiłku, żeby je opisać? Z każdej strony wygląda tak samo, a w środku jednolita struktura. Smak i wygląd da się opisać jednym zdaniem. Ale z wielowarstwowym tortem, zwieńczonym fikuśnymi dekoracjami, byłby już mały kłopot. Czy wycięcie kawałka z jednej warstwy i opisanie go nawet długim zdaniem byłoby całą prawdą o tym torcie?


Inny przykład. Idziesz z dwójką znajomych brzegiem rzeki. Napada was kilku zbirów. Ciebie atakuje tylko jeden. Udaje ci się powalić go na ziemię i wyrwać mu nóż. Dźgasz napastnika. Koledzy mają mniej szczęścia. Jeden ginie od ciosu nożem, drugiego dobija dwóch zbirów łomem. Uciekasz na most. Na środku przystajesz, żeby złapać oddech. Niestety dogania cię jeden ze zbirów. Odwracasz się i zadajesz zaskoczonemu napastnikowi cios nożem. On pada, ty uciekasz... Jak mogłoby to zostać opisane w kronice kryminalnej gazety? „Nad brzegiem rzeki czterech bandytów napadło wieczorem trzech studentów, a których dwóch zabili. Jeden z napastników został ciężko ranny. Trzecią ofiarą śmiertelną jest napastnik, który dogonił na moście ostatniego studenta, ale ten - w obronie własnej - ugodził go nożem”. W innej gazecie mogłoby to brzmieć tak: „Wczoraj nad rzeką miał miejsce dramat. Policja znalazła zwłoki trzech mężczyzn. Świadek widział, jak biegnącego przez most mężczyznę zaatakował nożem stojący tam, dziwnie zachowujący się młody człowiek. Cios okazał się śmiertelny. Być może pozostali dwaj zabici na brzegu to ofiary tego samego sprawcy. Poszukiwania mostowego killera trwają”. Cała prawda? Czy tylko część? Jaka część? I jaka to prawda?


Teraz przykład prawdziwy, tyle że przed faktami, opisującymi autentyczne zdarzenie, notka prasowa - z tygodnika „Polityka” z 1998 r., dotycząca tego zajścia (we Lwowie 27 listopada 1932): „Przyczyną bijatyk /.../ były napaści prawicowych studentów na Żydów i na pomagających im polskich studentów. Śmiertelną ofiarą był napastnik, a źródła wymieniają znacznie więcej nazwisk zabitych Żydów oraz tych, którzy musieli się leczyć w szpitalach” (fragm. artykułu Jerzego Tomaszewskiego „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa...” – zaiste znamienny to tytuł). A jak było naprawdę? „Pięciu Polaków wyszło ok. godz. 1.30 w nocy z żydowskiej kawiarni Adria (byli to: Jan Grotkowski, Stanisław Pietraszko, Jerzy Szczepanowski, Tadeusz Winiecki i Mieczysław Ines). Zaczepiła ich grupa osób, proponując usługi prostytutki. Gdy odmówili, zostali zaatakowani. W wyniku pchnięcia nożem w serce ciężko ranny został J. Grotkowski (zmarł nie odzyskując przytomności). S. Pietraszko otrzymał głębokie cięcie nożem w rękę, a J. Szczepanowski w dłoń. Policja ujęła po napadzie grupę Żydów: Mojżesza Katza (rzeźnika), Szulima Kellera vel. Fellera (kelnera), Nuchima Schmera i towarzyszącą im prostytutkę Stefanię Surówkę. Sąd uznał, że Mojżesz Katz jest winny nieumyślnego zabójstwa i skazał go na 4 lata więzienia. Stenogram procesu ogłoszono drukiem”[1]. Nawet pobieżne porównanie z tekstem „Polityki” rodzi pytania: w której grupie byli studenci i kto odniósł rany? Gdzie leży prawda? Jaka to prawda? Prawda fałszywego świadectwa.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale