0 obserwujących
7 notek
2606 odsłon
  1249   1

Bohaterowie pilnie poszukiwani

Niuta Tajtelbaum (1936), Wikimedia Commons
Niuta Tajtelbaum (1936), Wikimedia Commons

Bohater to ktoś. Bohater to gość. To figura. Ale nie retoryczna. Można mu postawić pomnik. Można o nim pamiętać. Może być dla kogoś wzorem. O, to ważne. Może stać się przykładem, wzorcem do naśladowania. Może być natchnieniem... do walki, wytrwałości, męstwa... Jak Leonidas... albo Konrad Wallenrod... albo Piłsudski... Nie, Piłsudski nie – mówi profesor Friszke. Twierdzi, że to zakłamana postać i będzie nam tę postać obrzydzać, podobnie jak obrzydzał i zniesławiał Brygadę Świętokrzyską AK, i w ogóle Żołnierzy Wyklętych. „Oni już tak mają” – jak pisze pewien bloger. Nie o żołnierzach pisze, ale o nich – o popaprańcach i profesorach specjalnej troski. Niczym początkujący palacze, często plują. Mówią, że dla naszego zdrowia plują. Mojego na pewno nie. Zresztą, dziś pluć nie kazano. W dobie tej-tam nawet piłkarze rzadziej plują na murawę. Może czas też wpłynąc w tej kwestii na profesorów?


Młodzi ludzie potrzebują wzorców do naśladowania, nie krytyków. (John Wooden)


Kto jest wzorcem, i to wzorcem godnym naśladowania? Bohater jak najbardziej. Tylko kto jest bohaterem? Jaruzelski czy Kukliński? Jakby to... ten... tego... Nie wiesz? Może oglądasz za dużo telewizji? Albo nie te programy? A może za młodu Ci nie powiedziano? To zawsze da się naprawić. Pod warunkiem, że umiesz czytać. Jeśli umiesz czytać, to nawet kucharzem dobrym możesz zostać. Pod warunkiem, że masz dobre książki kucharskie. A jak masz złe? Nie wystarczy umieć czytać, ale trzeba też myśleć. Myśleć i wyciągać wnioski. Wiedza i mądrość to jest to samo (piszę o tym więcej tutaj: W poszukiwaniu cnoty). Mądrość to coś więcej...


Szatański plan komunistów, żeby uśmiercić naszego bohatera i wydrzeć go z naszej pamięci, na szczęście nie został doprowadzony do końca. Stało się inaczej, niż chcieli mordercy. Pan major wrócił w należnej mu chwale[1]. (Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN)


Chodzi oczywiście o majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” (o którym pisałem w tekście >>> Żołnierze Wyklęci: Obronić Łupaszkę). Mordercy „już tak mają” – chcieliby, żeby o ich ofiarach zapomniano i nigdy do nich nie wracano. Sprawa zamknięta. Żołnierze Wyklęci mieli wylądować na śmietniku historii – to dlatego niektórzy dostają teraz histerii, kiedy zamordowani, jeden po drugim „zmartwychwstają”. Piszę oczywiście w cudzysłowie, bo chodzi o ich zmartwychwstanie w naszej pamięci (w pamięci niektórych żyją nadal, więc tam nie musieli powstawać z martwych), przywrócenie im dobrego imienia, o docenienie i uczczenie ich wysiłku, poświęcenia, niezłomnej wiary, odwagi, determinacji, męki...

W swoisty sposób „zmartwychwstał” również rotmistrz Witold Pilecki. Był, jest i zapewne pozostanie niekwestionowanym liderem wśród naszych bohaterów. Trudno znaleźć jakąkolwiek plamkę na jego życiorysie. Ale... jak zwykle, znalazły się osoby, którym to wadzi, którym to nie w smak, którym to nie pasuje do ich „narracji” (jak się dziś ładnie nazywa kłamstwa i mataczenie), a właściwie do ich życzeniowej wizji naszej historii, do ich poprawionej (lewą ręką) historii Polski. Oni starają się coś znaleźć. Jeśli nie znajdą plamki na rękawie, to przyszyją dodatkowy rękaw i wtedy już da się wykazać wiele plam. Pam, pam, mamy wiele plam... „Oni już tak mają”. Jak fakty mówią co innego, tym gorzej dla faktów. Trzeba zmienić fakty. Żeby pasowały do lewej teorii z lewej ręki. Zmiany są korzystne. Tylko krowa nie zmienia zdania.


Nie ma postępu bez zmiany, choć nie każda zmiana jest postępem. (John Wooden)


Zmiana prawdy na kłamstwo nie jest postępem. Zmiana uniwersalnych wartości chrześcijańskich na jakieś nieokreślone „wartości europejskie” też nim nie jest. Zmiana dobra na zło (choć nazywane dobrem lub nawet większym dobrem) również trudno nazwać postępem. Trzeba wiedzieć co, lub kogo, warto naśladować. Rotmistrz Pilecki posiadał książkę „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza Kempisa (lub z Kempen - jak kto woli). Mówił żonie i córce (której podarował tę książkę), że dodaje mu siły. Naśladować Jezusa? Czyli co robić? Może warto się nad tym zastanowić. Pilecki po ucieczce z Auschwitz tak pisał o tym, czego doświadczał na wolności, wśród tych, którzy niby walczyli o to samo co on:


Jakie wrażenie odniosłem nie wśród tych najlepszych, lub najgorszych, lecz w ogóle w całej masie ludzkiej, po powrocie do życia na ziemi. Czasami wydawało mi się, że chodząc po wielkim domu, otworzyłem nagle drzwi do jakiegoś pokoju, gdzie są same dzieci... „aaa! dzieci się bawią...”. Tak, był przeskok zbyt wielki w tym, co dla nas było ważnym, a co za ważne uważają ludzie, czym się kłopoczą, cieszą i martwią. (rtm. Witold Pilecki, Raporty z Auschwitz)


„Dzieci się bawią”... niektóre okrutnie i bezmyślnie. Niektórzy dorośli źle się bawią. Nie dlatego, że są dziecinni. Dlatego, że świadomie chcą szkodzić. Dlatego, że myślą o sobie, a nie o Polsce, o dobru, o sprawiedliwości, o prawdzie. „Andrzej Friszke w politycznym i polemicznym zapale zapomniał o pewnej kwestii elementarnej. Otóż obowiązkiem historyka jest dążenie do prawdy i głoszenie prawdy” – powiedział niegdyś polski historyk Paweł Wieczorkiewicz. Powiedział to dość dawno (zmarł ponad 11 lat temu), a mimo to prof. Friszke wciąż podbija stawkę, racząc nas nowymi, żałosnymi wynurzeniami. Nie udało mu się osiągnąć pozycji niekwestionowanego eksperta, wyroczni i autorytetu ponad podziałami. Widać, że trudno mu się zadowolić jedynie etatem koncesjonowanego eksperta Gazety Wyborczej – chyba już do śmierci... jej lub jego. To nie są bohaterowie z mojej bajki.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura