Bydgoszcz – kilka tysięcy
Gdynia – tysiąc osób
Kielce: - tysiąc, spalono flagę UE, interweniowała Policja, doszło do zamieszek
Kalisz – kilkaset osób
Kraków – kilka tysięcy ludzi do 15 tys
Katowice – kilka tysięcy osób
Siedlce: - kilkaset osób
Słupsk – ponad 200 osób
Szczecin – kilkaset osób
Tarnów - tysiąc
Wrocław – ponad 2 tysiące
Zielona Góra – 1500 osób
Na wiosnę będzie 10 razy więcej. Zresztą czy ktoś pamięta by młodzi ludzie demonstrowali? W całej Polsce? Ja sobie nie przypominam. Pod względem skali to największe protesty od lat 90. Owszem zdarzają się pojedyńcze demonstracje, w sprawie legalizacji, coming outy, związkowców ze śrubami i pielęgniarek. Mróz uratował I sekretarza.
Coś się w polskim społeczeństwie ruszyło.
I na koniec notki, moja notka sprzed roku.
Piractwo- czarna flaga w świecie binarnym
Piractwo to proceder, który zazwyczaj przedstawiany jest w ciemnych barwach. Gdyby, jednak była chęć zliwidować je całkowicie, nie było z tym wielkiego problemu. Dzięki jego istnieniu wyrosły giganty takie jak Microsoft czy Adobe. Dzięki nim, polska i bośniacka młodzież zalewana jest w niespotykanej do tej pory skali amerykańskimi filmami, bo o takie w sieci najłatwiej. Postawię też odważną tezę, że Polska kultura jest słaba bo nie daję się piracić.
Gdyby od początku nie byłoby możliwości darmowego korzystanie z programów tych firm, szybko znalazłyby wielką konkurencję oferującą podobne oprogramowanie za mniejsze kwoty. Ostatnie dążenie to liwidacji piractwa związane jest z chęcią ratowania amerykańskiej gospodarki i wyciągnięcia jej za uszy za pomocą przymuszu zakupu powielanej produkcji, której koszty dystrybucji w dzisiejszym świecie są praktycznie zerowe, koszty produkcji niskie + często absuradalne gaże dla artystów.
Jeśli nawet uda się zamknąć sieci p2p a piractwo zlikwidować, będzie to gwóźdź do trumny amerykańkiej gospodarki. W Indiach i Chinach wyrośnie im bogata konkurencja, oferująca swoje programy za połowe ceny. Jak widać przyniesie to korzyść Ameryce tylko w krótkim terminie.
Piractwo jest korzystne dla rozwoju know-how o czym świadczą liczne badania. Po co obciążąć biedaków sztucznymi kosztami, których i tak nie są w stanie zapłacić. Jeśli ktoś tworzy durne zestawienie o stratach wynikających z piractwa, to jest abstrakcjonistą, bo jeśli każdy młody człowiek posiada dobra kulturowe za kilkadziesiąt czy kilkasetysięcy złotych, to oczywiste jest, że nigdy przecież tego by nie zakupił. Za co>?
Ceny zachodnioeuropejskie oderwane są nawet od rzeczywistości Niemiec i Anglii. Dobra kulturowe są zwyczajnie za drogie. Ich ceny wyznaczają struktury korporacyjne z przed czasu internetu. Cała reszta jest zaklinaniem deszczu pieniędzy, który ucieknie conajwyżej z obszarów produkcji, rolnictwa czy usług.
Cały rozwój internetu opiera się na modelu free(Google, Facebook, informacja). Darmowa dystrybucja została nazwana piractwem. Koszty produkcji kultury są śmiesznie niskie( z wyjątkiem filmów amerykańskich, gdzie koszty naciągane są przez absuradalne gaże reżyserów, aktorów- Dlaczego mają zabierać tak dużo?). Czy ktoś piratuję słabe filmy?)
To kwestia opłaty składników pracy-L, wynajęcia studia(L+ prąd), złożenia pdf(znów L).
No tak a co z młodszymi artystami? Trudno ich znaleźć albo sami zrozumieli, że popularność jest, gdy jest się za darmo i pózniej się zwróci.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)