0 obserwujących
71 notek
59k odsłon
14611 odsłon

Przepraszam za Donalda Tuska. Spowiedź wyborcy PO.

Wykop Skomentuj282

 

 

Zbierałem się do napisania tej notki 3 lata. Po wyborach 2007 roku, w których głosowałem na PO powiedziałem sobie, że daję Platformie pół roku na przekonanie mnie, że dobrze zrobiłem oddając na nią głos. Pół roku dlatego, że ktoś (czy nie Milton Friedman?) kiedyś powiedział, że tyle właśnie czasu ma nowy rząd na wprowadzenie w życie swojego programu, potem jest za późno.

Pół roku przeciągnęło się trochę, z różnych przyczyn. Można powiedzieć, rozmemłało się, jak rozmemłała się Platforma. Ale skończyła się kadencja parlamentu i jest dobry czas na podsumowania.

Myślę, że do rozliczania Platformy mam prawo jak mało kto. W 2001 roku deklarację poparcia dla trzech „tenorów”  – Olechowskiego, Płażyńskiego i Tuska - podpisałem pewnie jako jeden z pierwszych w moim mieście. Przez kilka miesięcy udzielałem się w lokalnej PO, wówczas jeszcze struktury nieformalnej. Była to pierwsza i jedyna działalność polityczna w moim życiu, zresztą jak dla wielu innych wówczas w PO. Autentycznie wtedy czułem, że w polskiej polityce pojawiła się nowa jakość. 

Fascynacja aktywną polityką dość szybko mi minęła, dokładnie po niesławnych „prawyborach” w PO (czerwiec 2001), gdy zamiast porządnych ludzi dzięki głosom pijaczków przywiezionych autokarami powygrywali „spadochroniarze”, starzy polityczni wyjadacze, których nikt wcześniej na zebraniach Platformy na oczy nie widział. Paradoksalnie, nie zraziło mnie to do PO i umocniło moją wiarę w Tuska, pomysłodawcę prawyborów. „Dobrze chciał, ale nie wyszło.” – myślałem – „Przynajmniej próbował coś zmienić, jest inny niż wszyscy”.

W ogóle to wierzyłem w Tuska, zanim on sam w siebie uwierzył. Chyba od czasu, gdy będąc jeszcze w Unii Wolności skrytykował polską klasę polityczną jako „próżniaczą”. To zwróciło moją uwagę na tego, dotychczas znanego tylko z „rerania” i kopania piłki, polityka. Z satysfakcją patrzyłem, jak rozwala nielubianą przeze mnie UW wbijając nóż w plecy Geremkowi. Zresztą trzeba przyznać, że lista „ofiar” Tuska jest imponująco długa – oprócz wspomnianego Geremka także Olechowski, Płażyński, Piskorski, Gilowska, Rokita oraz wielu pomniejszych działaczy strąconych w niebyt w białych rękawiczkach (och, gdyby Kaczyński tylu „wykończył”, okrzyknięto by go „wampirem z Żoliborza”). Muszę przyznać, że takie wykańczanie rywali wewnątrzpartyjnych przez Tuska w ogóle mi nie przeszkadzało. On był moim idolem i każda jego decyzja jawiła mi się jako słuszna.

Wróćmy do PO… Powstała jako ugrupowanie konserwatywno-liberalne, nieradykalne i to mnie do niej przyciągnęło. Z przykrością obserwowałem stopniowe, rozłożone na lata, odchodzenie przez PO od „kolibrowych” ideałów. Było to widoczne już w latach 2005-2007 roku, jednak wówczas dałem się ponieść antykaczystowskiej propagandzie. Poza tym sądziłem, że wprowadzenie elementów prosocjalnych do programu PO to taka „ściema”, bo trzeba jakoś przekonać socjalny elektorat, bez którego poparcia nie da się rządzić. A po wygranych wyborach wróci się do dawnych ideałów. Naiwne, ale tak było.

Dzisiejsza Platforma nie ma w sobie dosłownie nic z PO, do której wstępowałem ponad 10 lat temu. Stała się „partią władzy”, której wyłącznym programem jest utrzymanie się przy władzy. Nie wiem czy płakać czy się śmiać, gdy czytam postulaty PO z 2001 roku: podatek liniowy, zmniejszenie biurokracji, ograniczenie partyjnej nomenklatury do poziomu wiceministrów i wojewodów, zlikwidowanie finansowania partii z pieniędzy podatników, odzyskanie kontroli nad finansami publicznymi… Dzisiejsza Platforma to ugrupowanie bez żadnych ideałów, nieobliczalne a przez to niebezpieczne, bo gotowe poprzeć dosłownie każdy pomysł, jeśli tylko uzna, że pozwoli to uciułać punkty w sondażach, bądź bezpośrednio rozszerzyć zakres jej władzy.

A to wcale nie jest najgorsze. Przyzwyczaiłem się już, że partie zazwyczaj nie wywiązują się ze swoich zobowiązań, oligarchizują się i kostnieją. Najgorsze jest to, co pokazała PO w związku z szeroko rozumianym Smoleńskiem. Najpierw wspólna gra Tuska z Putinem przeciwko głowie własnego państwa, która  (gra, nie głowa) – fakty na to wskazują - przyczyniła się do katastrofy. Całkowita kapitulacja jeśli chodzi o oddanie Rosjanom śledztwa i dowodów, przy jednoczesnym zapewnianiu, że wszystko jest w najlepszym porządku, że się odwołamy itd. itp. Farsa, jaką była działalność komisji Millera – ustalanie przebiegu katastrofy na podstawie zdjęć „blogera” z Rosji oraz eksperymentu z gatunku „sprawdźmy do czego służy samolot”. Mam uwierzyć w ustalenia raportu, który wmawia mi, że Tu-154M na wysokości kilkuset metrów zerwał linię energetyczną??? Ja rozumiem, że w Rosji wszystko jest większe, nawet słupy energetyczne, ale nie aż tak! Przecież to są kpiny!

Wykop Skomentuj282
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale