Na tydzień wyjechałem do Anglii. W średniej wielkości Carlisle, w turystycznym Keswick, w centrum Liverpoolu przez ten czas widziałem tylko jeden bazgroł na ścianie – chyba stary bo napis brzmiał „ O.J. Simpson” , podróżując autostradami nie widziałem ani jednego bilbordu, w ogóle ani jednej reklamy – jest to zabronione w trosce o krajobraz, poza nimi jest ich także bardzo niewiele, nie widziałem też szpetnych domów, zmasakrowanych starych drzew z których zostały tylko kikuty, nie słyszałem przekleństw, w pociągach są strefy ciszy gdzie nie wolno używać nawet telefonu komórkowego, w telewizji prawie nie było reklam.
Wróciłem do kraju i odstałem swoje dwie godziny w deszczu na pikiecie pod Sejmem, w proteście przeciw fatalnej ustawie o nasiennictwie, bo oprócz tego na co patrzę i czego słucham, ważne jest dla mnie to co jem. Ale na pikiecie było nas mało, malutko, a policja pieczołowicie spisywała organizatorkę, grożąc grzywną za napisanie przez jedną z uczestniczek kredą na chodniku: „stop dla GMO”.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)