Kto po wyborach zmądrzeje szybciej?
I po wyborach.
Niezbyt mnie ich wyniki szczerze mówiąc obeszły, o żadnym szoku nie wspominając. Jak radziłem tak zrobiłem i bez entuzjazmu zagłosowałem na partię, której szef nie uważa za stosowne nawet poinformować wyborców jaką politykę gospodarczą będzie prowadzić po wyborach. „Pan redaktor nie docenia Polaków", „Polacy się domyślają”, odpowiedział Lisowi na pytanie o kandydata na ministra finansów. Niestety ja pomyślałem sobie; Gilowska? Potem z nadzieją, że może jednak Żyżyński, ale żebym wiedział? co to to nie, i jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wyborcy PiS, o „Polakach” nie wspominając, też nie wiedzieli. Gdyby Lis był dociekającym prawdy dziennikarzem, a nie półinteligentem uważającym za swój cel wyprowadzenie z równowagi kogoś kogo nie lubi, wtedy by taką sprawę podrążył, ale to już inna para kaloszy. PiS przegrał i Prezes z pewnością odetchnął, bo wydaje mu się, że może przez kolejne 4 lata odwoływać się do ogólników na poziomie pani Szydło, których wewnętrzną krytykę jako zdradę zduszą w zarodku Hofman i jemu podobni. Zamiast dyskusji o kierunkach gospodarczych, komentatorzy bliscy PiS sygnalizują rozważania na temat tego czy wizerunek ocieplić czy zradykalizować. No to jest problem, czy być histerykiem czy nie, czy być schizoidem czy pyknikiem.
Przeciwnicy
wydają się o wiele bystrzejsi w definiowaniu sytuacji, w rozumieniu i słyszeniu co w trawie, czy na świecie piszczy. Michał Boni, twardy neoliberał ogrywający dotąd nauczycieli i inne grupy pracownicze, zaraz po wyborach ogłosił, że Karta Nauczyciela ma zostać oraz, że można i należy oskładkować umowy śmieciowe. No słucham tego i myślę czy to Polska Partia Pracy wygrała? Ba, kilka dni potem przedstawiciele Urbana i Palikota deklarują, że podatek liniowy to właściwie zobaczymy, a zaraz potem wspólnie z Ikonowiczem, że ochrona lokatorów przed eksmisją na bruk to priorytet. Liberalny dotąd Leszek Miller w wywiadzie dla KP zarzeka się, że wg obecnych analiz to podatek liniowy nic dobrego nie da, ale, że na obecnym etapie trzeba się bardziej zająć ludźmi niż państwem, a pewne sformułowania ze sławetnej umowy między SLD a BCC były niefortunne. Premier Tusk już przed wyborami wielokrotnie łagodził swój neoliberalny wizerunek, a co ważne uspakajał szarych ludzi, którzy w odróżnieniu od dziennikarzy Rzeczpospolitej na dźwięk słowa reforma dostają gęsiej skórki.
Inaczej mówiąc prawda jest taka, że to lewicowe rozwiązania gospodarcze są dzisiaj jedynymi, które pozwolą Polsce, ale także Zachodowi na jako takie lądowanie w czasach kryzysu cywilizacyjnego, gospodarczego i ekologicznego.
Ponieważ mamy mniej, więc musimy dzielić sprawiedliwiej, to postulat nie tyleż lewicowy co zwyczajnie słuszny i ludzki. Jeżeli takich rozwiązań nie będzie, to dalsze zaciskanie pasa wymagałoby terroru na skalę stalinowską, lub doprowadziłoby do rewolucji. Filmiki z Wall Street, na których reżimowa policja wyciąga z tłumu zupełnie biernych demonstrantów, a giełdziarze z dziwkami piją szampana na balkonach, mogą stwarzać wrażenie, że system trzyma się dobrze, ale kto wie. Swego czasu to wielki kanclerz Bismarck wprowadził ubezpieczenia społeczne cywilizujące życie współczesnych Europejczyków. Historia zna zresztą wiele przykładów na to, że wielcy politycy robili to co mówią ich mniejsi przeciwnicy, tylko lepiej. Oczywiście Polska to nie Niemcy, a do Bismarcka pewno daleko wszystkim, jednak na polskiej scenie politycznej podobnie jak w wielkim świecie zaczyna być widoczny wyścig na lewo. Osławione reformy, o których tyle trąbią zarówno będący u władzy publicyści GW jak i cierpiący ponoć straszliwe prześladowania redaktorzy Rzepy mogą się okazać konieczne, tyle, że polegać mogą zupełnie na czym innym. (GW jako bardziej bystra ma dlatego w rezerwie Żakowskiego i zaczyna tworzyć ruch oburzonych.) Mogą polegać nie na obcinaniu pensji, ale na podwyższaniu podatków progresywnych, nie na dorzynaniu spółdzielczości, ale na jej reaktywowaniu, nie na wydłużaniu czasu pracy, ale na dzieleniu się nią, nie na likwidowaniu rzekomych przywilejów nauczycieli i innych grup ludzi pracy najemnej, ale na przycięciu niebotycznych zysków wielkich korporacji i bezwstydnych zarobków ich szefów, nie na prywatyzacji, ale na nacjonalizacji np. banków, nie na pracy aż do śmierci, ale na ozusowaniu wszystkich umów aż do samej góry. Dlatego wystąpienie posła Cymańskiego należy uznać za szansę, że opozycja wobec III RP zacznie mieć nie tylko charakter moralno - emocjonalny, ale wyznaczać perspektywę realnej zmiany realnego położenia większości ciężko pracujących i ledwo wiążących koniec z końcem Polaków, o których mówił chyba Prezes Kaczyński, że zamiast się domyślać zyskamy prawo do wiedzy na temat genialnej strategii Prezesa. Jeżeli PiS i Kaczyński tego nie zrozumieją i nie przypomną sobie na serio o Polsce solidarnej czy nawet socjalistycznej, (porównanie do Gomułki który długów nie robił, powinno być szczególnie mile widziane), jeżeli nie przestaną traktować całego PRL-u jako zła wcielonego, wtedy wszyscy autentycznie zainteresowani budowaniem Polski solidarnej powinni ich szybko porzucić, tak samo jak lewica obyczajowa porzuciła SLD.
Kontras


Komentarze
Pokaż komentarze (1)