Amerykańskie media donoszą o planowanej transmisji egzekucji byłego wojskowego psychiatry armii USA skazanego za masakrę w bazie Fort Hood, w której zginęło 13 osób. Spór nie dotyczy dziś jego winy ani wyroku, lecz decyzji o pokazaniu egzekucji milionom widzów.
Uzasadnienia brzmią znajomo. Mówi się o jawności, przejrzystości i społecznym znaczeniu wykonania wyroku. I po co? Jawny był proces, jawny był wyrok i jawne były okoliczności zbrodni. Transmisja egzekucji nie zwiększa przejrzystości państwa. Zmienia jedynie sposób konsumpcji wydarzenia.
Nie chodzi przy tym o obronę skazanego. Chodzi o ocenę państwa i społeczeństwa. Jeżeli wykonanie wyroku przestaje wystarczać i potrzebna staje się jeszcze widownia, kamery oraz medialna oprawa, oznacza to, że sprawiedliwość została zepchnięta na drugi plan. Na pierwszym znajduje się już nie prawo, lecz widowisko.
W rzeczywistości mamy do czynienia ze świadomym przekształceniem aktu wymiaru sprawiedliwości w spektakl medialny. Dawniej tłum zbierał się wokół szafotu. Dziś wystarczy ekran telewizora, platforma streamingowa lub portal internetowy. Technologia się zmieniła, mechanizm pozostał ten sam.
Ci sami ludzie, którzy ostrzegają przed brutalizacją życia publicznego, nie widzą problemu w transmitowaniu egzekucji na żywo.
Tu potrzebne są dzwony bijące na alarm. To projekt powstający na szczytach polityki, administracji i mediów. A to znaczy, że problem nie leży wyłącznie w społecznej ciekawości. Problem leży również w jakości elit, które uznały, że śmierć człowieka może stać się elementem publicznego programu.
Na szczęście nie wszyscy uznali ten pomysł za dowód siły państwa. Krytyka płynie z bardzo różnych środowisk: organizacji praw człowieka, przedstawicieli ONZ, liderów religijnych, ale również od polityków, którzy popierają sam wyrok śmierci, a sprzeciwiają się jego transmitowaniu. Egzekucja może być karą, ale nie powinna stawać się widowiskiem.
Granica między wymierzaniem sprawiedliwości a organizowaniem spektaklu jest cienka. W tym przypadku została przekroczona.
Senator John Curtis ostrzegł, że cywilizacja degraduje się, gdy zaczyna traktować egzekucje jako formę rozrywki. Austin Scott, również zwolennik wykonania wyroku, stwierdził, że transmitowanie egzekucji jest praktyką kojarzoną raczej z ekstremistami niż z demokratycznym państwem.
Podobne stanowisko zajmują organizacje praw człowieka. Justin Mazzola z Amnesty International argumentuje, że publiczne pokazywanie śmierci nie ogranicza przemocy, lecz ją powiela, zamieniając akt państwowej kary w publiczny spektakl.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)