Blog
Zanim zwyciężymy
Krytyka Polityczna
Krytyka Polityczna www.krytykapolityczna.pl
53 obserwujących 230 notek 313199 odsłon
Krytyka Polityczna, 12 listopada 2010 r.

Sutowski: Wygwizdaliśmy nienawiść

 Zawrót głowy od sukcesów. Nie wiadomo, komu gratulować najpierw. Czy Rafałowi Ziemkiewiczowi – patriotycznego towarzystwa? Może policji – zaangażowania w pacyfikację blokady i zatrzymań „czynnie napadających” antyfaszystów? Władzom miasta – ożywienia zaniedbanych zakątków miejskiej sfery publicznej? W końcu tylu zaangażowanych transparentów na trasie W-Z nie widać było chyba od czasu dekoracji przodownika Pstrowskiego…

 
Przeszliśmy! Przeszliśmy! krzyczała nabuzowana horda pod pomnikiem polityka, którego książki mało który uczestnik marszu byłby w stanie przeczytać. Przeszli – opłotkami, uliczkami Powiśla i Trasą Łazienkowską, zamiast Senatorską czy Krakowskim Przedmieściem. Czy to dobrze? Dobrze, bo utrudniliśmy im życie. Blokada zmusiła ONR i Wszechpolaków do zmiany trasy. Gdyby nie nadgorliwość policji, być może w ogóle by nie przeszli. Bo dzielni i zdeterminowani chłopcy (a i dziewczyny się pojawiły) w chustach na twarzach, byli gotowi pokazać czynem to, do czego Seweryn Blumsztajn, „Gazeta Wyborcza” i całe Porozumienie 11 Listopada, włącznie z Krytyką Polityczną, nawoływali słowem. Mówiąc kulturalnie – wyrazić zdecydowaną dezaprobatę dla rasizmu, narodowego radykalizmu i ksenofobii. Mówiąc językiem ulicznym i zrozumiałym dla przeciwnika: kazać faszystom wypierdalać z ulic tego miasta.
 
Marsz Niepodległości? Patriotyzm? Przegląd transparentów i poetyka haseł, dzieje organizacji i skład uczestników – nie pozostawiają szczególnych wątpliwości. Wielkie krzyże celtyckie, miecze Falangi, tradycje przedwojennego antysemityzmu ONR, Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Wielkiej Polski, Leszek Bubel, kibole, skinheadzi. Kto nie skacze, jest pedałem… No i mój ulubiony Traktat Lesboński. Przebrane w garnitury „zwierzęta z natury endeckie” (cyt. za Czesław Miłosz) uważają już na dyskurs antysemicki, więc w miejsce Żyda pojawił się gej. Zamiast pejsów - seks analny. Bruksela (Moskwa, Berlin…) pozostała na miejscu.
 
Chwilami myślałem, że to może szkoda, że nie przeszli środkiem miasta. Może widok ogolonych na łyso, spoconych niczym Baldur von Schirach na norymberskiej trybunie młodzieńców, sprowadziłby estetyczny szok na liberalnych mieszczuchów, odpowiedzialnych za zgodę na ten przemarsz. Estetyka nie jest dobrym doradcą – ale logika racjonalnego argumentu słabo dziś przemawia do decydentów. Bo czy można racjonalnie polemizować z tezą, że ONR był antysemicki i promował polski wariant faszyzmu?
 
Formalny zakaz demonstracji to w kraju demokratycznym sprawa kłopotliwa. Jeśli nie ma twardych dowodów, że manifestacja naruszy prawo, jeśli organizatorzy działają legalnie – „cenzura” jest bardzo ryzykowna. I dlatego władze niemieckiego Drezna (i innych miast Niemiec, gdzie skrajna prawica rośnie w siłę) wydawały zgodę na przemarsze. Jednocześnie sprzyjały obywatelskim blokadom, wykazując maksimum tolerancji dla niestandardowych metod protestu i zarazem bezlitośnie egzekwując prawo w wypadku faszystów. Podwójne standardy? Tak, bo między faszyzmem i antyfaszyzmem nie ma symetrii.
 
Wiele polskich mediów wciąż pisze o starciach dwóch grup radykałów. Policjanci szczują psami studentów i emerytów, którzy pytają ich: czy wy wiecie, co robicie?! Rozumiem, że szeregowy funkcjonariusz prewencji nie wie, ale prezydent Warszawy powinna. 
 
Udało się zmobilizować kilka tysięcy ludzi – często całe rodziny, ludzi młodych i emerytów. Anarchistów, związkowców, socjaldemokratów, liberałów, konserwatystów. Przyszli celebryci i mnóstwo „zwykłych Kowalskich”. Wygwizdano nienawiść (a nie – niepodległość, jak chciałby wspomniany felietonista „Rzeczpospolitej”), wypchnięto marsz ze Śródmieścia. Ale to jeszcze za mało – konieczny jest polityczny nacisk i taka atmosfera, która w przyszłości nakaże władzom, a nie tylko wściekłym obywatelom, obrzydzić faszystom życie – jak się tylko da. Bo bez rozsądnych działań policji możliwa jest jatka – albo pełne zwycięstwo kiboli-patriotów. 
 
A z wczorajszego dnia zapamiętajmy warszawską Antifę na Oboźnej, tłumy z gwizdkami na Miodowej i Krakowskim. A zwłaszcza happening Pawła Althamera pod Kościołem św. Anny. Na szczęście wciąż mało co wstrząsa nami bardziej niż szpaler ludzi w obozowych pasiakach. 
 
Michał Sutowski
 
Tekst ukazał się na stronie www.krytykapolityczna.pl
 
 
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Mirosław Kraszewski Dobry pomysł. Dodałem tag zgodnie z Pańską wskazówką. Pozdrawiam, A.O.
  • @Vader Zachęcam do wizyty w kinie :) Być może zmieni Pan perspektywę.
  • @ Jakub Biernat Zamieścimy Pański apel na witrynie KP. Od siebie dodam: cieszę się, że w...

Tematy w dziale