Fiasko dzisiejszego dialogu ministra Zbigniewa Religi ze służbą zdrowia nasuwa podejrzenie, że strony potrzebują... mediatora? Nie! Tłumacza! Związkowcy, jak twierdzą, wyszli, bo nie usłyszeli żadnych nowych propozycji. Minister zdrowia zaś zapewnia, że je miał, lecz przedstawić nie zdążył, bo państwo wyszli.
Dialog w Dialogu, nim został zerwany, trwał grubo ponad godzinę. Minister musiał wyjątkowo długo przechodzić od wstępu do rzeczy, skoro nie zdążył powiedzieć tego, co później sugerował dziennikarzom: iż jakieś pieniądze ponad obiecane już 30% podwyżki mogą się znaleźć jeszcze w tym roku. To powinno zainteresować lekarzy i pielęgniarki. Chyba, że te słowa ministra to tylko gra medialna.
Mam wrażenie, że rząd wciąż nie docenia protestu. Wierzy chyba, że wystarczy skompromitować strajkujących (dziś szatanem w miasteczku namiotowym okazał się Marek Kondrat), by pozbawić protest zaplecza społecznego. A także w to, że lekarze, powodowani odpowiedzialnością zawodową, pacjentów nie porzucą, zaś pielęgniarki w końcu się po prostu zmęczą i odstąpią spod gmachu KPRM.
Płonne nadzieje. Społeczne poparcie, i nawet zainteresowanie, oczywiście maleją, ale wbrew pozorom nie są służbie zdrowia szczególnie potrzebne. Starczy, by nie spadły poniżej poziomu krytycznego, poniżej którego zwolennicy protestu przestają być słyszani np. podczas dyskusji biurowych. To jakieś 20% - poziom, który nie jest zagrożony. I to paradoksalnie dzięki rządowi: im usilniej twierdzi on, że protest jest polityczny, tym bardziej zwolennicy opozycji czują się w obowiązku protest popierać.
Lekarze, jak już widać, gotowi są zadrzeć z pacjentami: ewakuują całe oddziały szpitali, odmawiają prawidłowego wypełniania recept, składają wypowiedzenia. Trudno oczekiwać, że nagle zaprzestaną eskalacji form protestu.
Wreszcie pielęgniarki i ich miasteczko namiotowe. Czy namioty mogą się zmęczyć? Wątpię. W razie czego staną nowe. Zaś pań gotowych biwakować pod KPRM i potrząsać plastikowymi butelkami jeszcze długo nie zabraknie. Mogą one śmiało deklarować, że pozostaną tu tak długo, ile będzie trzeba. Wszak - o czym media rzadko mówią - jest to protest rotacyjny. Jedne przyjeżdżają, inne wyjeżdżają.


Komentarze
Pokaż komentarze (65)