W takim upale setka głosowań może być uciążliwa. Zwłaszcza, gdy nie ma żadnycy rarytasów, lecz sama parlamentarna rutyna: absolutorium dla rządu, votum nieufności dla ministra infrastruktury, ustawa o służbie celnej.
Transmisji w TV od dawna nie ma. Odkąd pamiętam, w takich sytuacjach koalicja i opozycja zgodnie starały się odwalić robotę jak najszybciej, bez sporów na pokaz. Okazuje się jednak, że polska kiultura parlamentarna ewoluuje. W jakim kierunku idą zmiany, łatwo zgadnąć.
Podczas głosowań nie ma dyskusji. Regulamin dopuszcza tylko zadawanie pytań "wnioskodawcy". Najczęściej jest to sprawozdawca komisji, która przygotowała daną ustawę lub uchwałę. Gdy marszałek ogłosi zamknięcie listy zgłoszeń, pozostają już tylko sprostowania i wnioski formalne.
Pierwszą godzinę głosowań prowadził Bronisław Komorowski. Może to upał sprawił, że marszałek odpuścił kompletnie. "Pan poseł nawet nie udawał, że zadaje pytanie" - komentował czasem z żalem. Nie przerywał, nie odbierał głosu, pilnował tylko czasu (minuta na "pytanie"). Opozycja wygłaszała zaś tyrady do protokołu (bo wszak nie do kamer) - zupełnie jakby to był poranek i jakby chodziło o konstytucję.
Po godzinie marszałka zmienił Stefan Niesiołowski. Ten, i owszem, próbował egzekwować regulamin. W pewnym momencie nie dopuścił do głosu posła, który nie zgłosił się do zadania pytań, a podchodząc do trybuny nie umiał nawet powiedzieć, w jakim charakterze chce głos zabrać. Salą wstrząsnął pomruk oburzenia, padły słowa o zamykaniu ust opozycji.
Kilka minut później SLD zażądał przerwy. Niesiołowski odmówił. Potrzebne było głosowanie. Opozycja je przegrała. Rozległy się okrzyki: hańba!
Emocje zaś jeszcze przed posłami - za chwilę druga seria głosowań, czyli osobne posiedzenie poświęcone głosowaniom nad nowelą budżetu.
Słowniczek: Hańba - właśnie odbyło się głosowanie, które przegrałem.
Inne tematy w dziale Polityka