Oglądam relacje z placu boju pod KDT na warszawskim Pl. Defilad. Słucham zgodnych nawoływań opozycji (PiS i SLD), by miasto "podjęło dialog" z kupcami zamiast uzywać siły. Oto element dziedzictwa "Solidarności" - kult protestu: Skoro protestują, to muszą mieć rację.
Do dialogu, jak do tanga, trzeba dwojga. Od 20 lat, od początków handlu pod PKiN, kupcy wiedzieli, że to prowizorka - na 2-3 lata, jak wtedy mówiono. Nigdy nie chcieli rozmawiać o niczym innym oprócz zostawienia ich w spokoju. Miasto od 20 lat stale przypominało, że prędze czy później będą wyrzuceni.
Najpierw była zadyma z właścicielami "szczęk", teraz z tymi z megablaszaka. Historia się powtarza: "oni walczą o swoje miejsca pracy". Jakoś nie kojarzę podobnych "miejsc pracy" w centrach innych miast Europy. Jeśli w tej kwestii mam o coś pretensje do władz miasta - to tylko o to samo, o co miałem do rządu PiSu podczas "białego miasteczka": o brak zdecydowania, o zwlekanie z reakcją. Każde wahanie dowodzi słabości państwa.
Inne tematy w dziale Polityka