Często ostatnio w politycznych komentarzach przeczytać można, że ten czy ów "stracił okazję, aby milczeć". Dziś mogę to śmiało powiedzieć o pośle Platformy, który na autostradzie w pobliżu Hof jechał pod prąd.
Wiem, łagodniej brzmi: "cofał". Ale to to samo. Nie jest to aż taka zbrodnia, by polityk miał natychmiast kończyć karierę publiczną. Ujawniony przez media, Sławomir Nitras zrobił jednak coś wyjątkowo głupiego: oświadczył, że "nie stworzył żadnego zagrożenia".
Przejechałem po autostradach Europy kilkaset tysięcy kilometrów. Jadące do tyłu auta widziałem może kilkanaście razy. Zawsze byli to kierowcy z Europy Wschodniej. Nieprzyzwyczajeni do takich dróg, nieświadomi, jak bardzo niestandardowe, jak potwornie niebezpieczne jest takie zachowanie.
Nitras powiada, że był korek. OK, to istotnie okoliczność lekko łagodząca dla cofania. Ale nie - dla publicznego gadania bzdur. Trawestując słynne słowa Donalda Tuska wyrażam nadzieję, że fatalna wypowiedź europosła nie spowoduje zbyt wielu ofiar wśród naśladowców Nitrasa.
Z punktu widzenia realnego zagrożenia - znacznie surowiej oceniam Nitrasa niż Mirosława Orzechowskiego, który po pijaku przestawiał auto na parkingu. Ten pierwszy wszakże kary nie poniósł i nie poniesie.
Inne tematy w dziale Polityka