Teraz nagle zrobiło mi się trochę żal pielęgniarek, które tkwią - mniej już licznie - przed KPRM, ale dziennikarzy obserwują rzadko i z pewnej odległości. Media interesują się bowiem tym, co może dziać się w środku budynku, a nie pod nim. Szkoda mi lekarzy i ministra zdrowia, którzy ponoć na dobre zerwali dziś rozmowy, a ja ze szczątkowych doniesień nie mogę nawet wywnioskować, czy i co im Zbigniew Religa proponował.
Ale jeszcze bardziej niewinną ofiarą jest Vaclav Klaus. Postać kontrowersyjna, ale wszak nietuzinkowa, przez wielu poważana. Nie ta klasa, co Vaclav Havel, ale też nie byle kto. Obecnie - prezydent Czech. Chwilowo zaś bawiący z wizytą w Polsce.
Z lewej - Klaus ze świtą w loży prezydenckiej. Marszałek go właśnie przedstawił, a 13 posłów bije cichutkie brawa.
Z prawej - Klaus zmierza do gabinetu marszałka i dziwi się wyraźnie, że ktoś go fotografuje. Chwilę wcześniej biuro prasowe namawiało kamery i fotoreporterów do udziału w foto-opportunity w gabinecie Ludwika Dorna. Bez skutku. Jak nieoficjalnie się dowiedziałem, był jeden fotograf - sejmowy. Zabrakło nawet Foto-PAPa. Cóż, Klaus chyba wiedział, że przyjechał w złym momencie.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)