Z powagą odnotowuję publiczne włączenie się wicepremiera Romana Giertycha do sporu między (chwilowo?) byłym wicepremierem Andrzejem Lepperem a premierem Jarosławem Kaczyńskim i szefem CBA Mariuszem Kamińskim.
Giertych zdaje się mówić, że cienka jest granica między legalną prowokacją a zwykłym wrobieniem człowieka. Też sporo o tym rozmyślam, odkąd pojawił sie pomysł, by do polskiego prawa wprowadzić instytucje prowokacji. I sądzę, że wielu z was taże ma wątpliwości w tej mierze. Życie bowiekm uparcie nie chce być zerojedynkowe.
Niemal każdy zaakceptuje pewnie taki model: oto policja wie, że Łysy obrobił już co najmniej sześć kiosków. Buduje więc kolejny, z lepem na muchy w środku i Łysego łapie na gorącym uczynku. Łysy idzie siedzieć, wszyscy biją brawo, kurtyna.
Wariant B: policja nie ma pojęcia, czy i co Łysy obrobił. Wie jednak, że przechwala się, iż chętnie obrobiłby kiosk. Policja buduje kiosk, podrzuca Łysemu cynk, Łysy włamuje się, obrączki, proces, kurtyna. Że nie wspomnę o wariancie B1: Łysy się pod kioskiem łamie i zawraca do domu nucąc pod nosem: Włamałbym się, ale się boję, po czym policja zatrzymuje go i przedstawia prokuraturze dowód: nagranie mruczanki Łysego.
Nie zapuszkowałbym Łysego za mruczankę. Zupełnie inne standardy zastosowałbym wobec wysokich urzędników rządowych, o wicepremierze nie wspominając. Wszakże rozumiem, że... każdy ma swojego Łysego.



Komentarze
Pokaż komentarze (25)