Takich tytułów jeszcze w portalach nie ma, ale mam wrażenie, że to kwestia dni lub wręcz godzin. Dziś onet donosi o "sensacyjnym zwrocie" w sprawie opozycyjnego dziennikarza rosyjskiego, którego Lech Kaczyński odznaczył - i który potem ponoć odmówił przyjęcia odznaczenia. Oto MSZ Rosji wyjaśnia, że odnzaczenie nie wymaga zgody strony rosyjskiej.
No i co? No i pstro. Długawy tekst onetu, tak jak poprzednio, nie próbuje wyjaśnić, na czym właściwie polegać ma problem i kto ten problem ma. Napisany jest jednak, jakby był jakiś problem, tylko nie bardzo wiadomo, czy to problem Rosji, Podrabinka, Polski, czy samego Prezydenta RP. Jest sugestia, że tego ostatniego, bo Kancelaria jakoby twierdziła wcześniej, iż ma obowiązek konsultacji z Rosją.
W szczególności onet jest tym razem niespodziewanie bezstronny - cytuje "strony sporu", a sam udaje, że nie wie, jak jest. Pudło, bo podstawowe rzeczy dziennikarze muszą wiedzieć sami i nie udawać, że może to być przedmiotem sporu. Otóż oczywiście nie ma i nie może być wiążącego stronę polską prawa rosyjskiego - ani dotyczącego orderów, ani czegokolwiek innnego.
Istnieje na świecie obyczaj, że takie decyzje konsultuje się z rządem państwa, którego obywatel ma być odznaczony. Chodzi o uniknięcie niepotrzebnych zadrażnień, gdyby państwo obce miało o swym obywatelu jakąś wiedzę podskórną, publicznie nieznaną, ale mogącą być istotnym argumentem w sprawie. Istnieje też równie oczywisty obyczaj, że konsultacje się pomija, gdy jest bardzo prawdopodobne, że druga strona wyrazi niechęć. Naszych relacji z Rosją order dla Podrabinka na pewno znacząco nie popsuje.
Oświadczam, że kulisy tej konkretnej sprawy nie są mi znane. Oświadczam też, że poprzednie oświadczenie chętnie napisałbym inaczej, prościej, krócej, w formie czynnej, a nie biernej - ale cholera wie, jak te kulisy odmieniać, a zatem, czy nie znam -s, czy też -sów.
Order dla Podrabinka wydaje się należeć do tej drugiej kategorii - spraw, których konsultować nie warto. Jakoś wątpię, by Kancelaria Prezydenta RP kiedykolwiek i komukolwiek oświadczyła, iż istnieje prawny wymóg takich konsultacji. Zwłaszcza, że raczej nie należy to do jej kompetencji - takie sprawy zwyczajowo załatwia MSZ. Ze smutkiem stwierdzam, iż onet nie próbuje ani sprawy zbadać, dowiedzieć się czegoś więcej, ani nawet zrozumieć tego, co już wie - ale z rozkoszą woła "gore".


Komentarze
Pokaż komentarze (26)