210 obserwujących
3086 notek
6014k odsłon
49 odsłon

Mogli już tam być

Wykop Skomentuj59

Mimo spóźnionej decyzji o ich wysłaniu, polscy ratownicy mogliby już od 12 godzin pracować na Haiti. Niestety dotrą tam dopiero jutro. Jeśli szukasz ataku na rząd, nie czytaj, bo nie o to mi chodzi. Jeśli chcesz podyskutować o logistyce, jeśli znasz się na lotnictwie i chcesz mi wytknąć błąd, który mogłem popełnić - zapraszam.

Warszawę i Port-au-Prince dzieli 5400 mil morskich. Po niedawnej korekcie korytarzy lotniczych leci się niemal najkrótszą drogą, 10 godzin przeciętnym odrzutowcem. Długa jest lista maszyn, które mogą tę trasę pokonać non-stop. Ktoś jednak uznał, że polscy ratownicy polecą rządowym Tu-154M. Spóźniona decyzja zapadła jakoby półtorej doby temu, samolot miał być gotów dziś przed świtem. Wystartował w południe, na miejscu będzie po 16 godzinach - około 4 rano naszego czasu. Szanse przeżycia tych wciąż pod gruzami będą już niewielkie, choć niezerowe.

Skoro w momencie podejmowania decyzji było jasne, że jest ona spóźniona - po co kolejna strata czasu? Wystarczyło wyczarterować obcą maszynę. Linie lotnicze są w dołku, jakiego nie było. Setki dużych samolotów odstawiono, bo nie ma dla nich zajęcia. Większość stoi zakonserwowana na bocznych lotniskach, ale trochę czeka w gotowości. LOT nie ma wolnego B767, ale w Europie i jej okolicach jest w czym wybierać - i to pewnie nawet taniej niż lot Tu-154M, choć nie cena jest tu najistotniejsza.

Strażacy mogą być podobno zebrani w 6-8 godzin. Gdy czarter zamówić na wczorajszy wieczór, dotarliby na Haiti tej nocy - bitą dobę wcześniej niż w rzeczywistości. Dobę, którą pewnie można przeliczyć na szanse uratowania iluś osób, choć nie jest moją intencją tak dramatyczny wydźwięk tego posta. Nie szukam afery - zastanawiam się, jakimi ścieżkami chodzą nasi prominenci myśląc nad logiostyką swych przedsięwzięć.

Jest jeszcze rzecz wagi o trzy nieba mniejszej, o której jednak skrobnę: dziś rano pioerwszy pilot zarządził, że część sprzętu i kilku ratowników zostanie w kraju, bo trzeba wziąć więcej paliwa. Powód - na Haiti go brakuje i samolot ryzykowałby uziemienie. Tak przynajmniej ogłosiły polskie media nie wnikając, czy to ma sens. IMHO zaś - nie ma, choć nie twierdzę, że życie spędziłem na planowaniu rozkładów lotów i tankowań.

Wbrew mediom Tu-154M nie wystartował "w kierunku Haiti", lecz znacznie bardziej na północ - na Islandię. Paliwo uzupełni najpierw w Keflaviku, potem w kanadyjskim Hamilton. Pierwszy i ostatni etap liczą po 1800 MM (uwzględniam w przybliżeniu podejścia do lądowania). O połowę dłuższy jest środkowy, Keflavik-Hamilton: to 2700 MM, 5,5 godziny lotu. W sumie 13 godzin w powietrzu i 3 godziny na lotniskach pośrednich.

Samolot musi mieć paliwo na planowaną trasę plus (w uproszczeniu) dolot do lotniska zapasowego (dla Hamilton - zapewne Montreal) plus 30-45 minut rezerwy. Na trasie Keflavik-Hamilton daje to już niemal limit zasięgu Tu-154M. Zatem i tak musi on startować z Keflaviku pełen paliwa, czyli z maksymalną masą startową. To określa, ile może zabrać ludzi i sprzętu. Krótsze o dwie godziny przeloty Warszawa-Keflavik i Hamilton-P.auP. niczego nie ograniczają i na Haiti można zabrać zapas paliwa pozwalający na powrót do USA nie uszczuplając ładunku.

Że już nie wspomnę, iż w przypadku czarteru prawdziwego samolotu problemu by nie było, a gdyby był, to nie nasz, lecz usługodawcy.

PS. Dziś także: Psychologia hazardowa oraz Wojna konstytucyjna.

Wykop Skomentuj59
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale