Mili Państwo, salon nie onet, czasem mienimy się elitą, więc nie możemy spierać się o podstawowe fakty. Pozwólcie, że w związku z dyskusją pod postem o elekcji Grzegorza L. skrobnę, jak to z większościami jest.
Większość jest zwykła lub kwalifikowana. Zwykła to po prostu więcej głosów ZA niż PRZECIW, bez względu na resztę. Kwalifikowana zaś to każda inna. Na przykład bezwzględna (więcej niź połowa), 50%+1 itd.
Gdy wychodzi liczba niecałkowita, zaokrągla się ją w górę. Zatem przy trzech głosach - większość bezwzględna to dwa, ale 50+1 = trzy!
Teraz najważniejsze: tu zasady ogólne się kończą. Całą resztę określić może dowolnie konstytucja, ordynacja wyborcza, statut partii politycznej (związku, organizacji, fundacji), regulamin klubu itp. Wyjątkiem są spółki, którym w Polsce kodeks spółek handlowych narzuca więcej zasad.
W szczególności więc bzdurą jest teza polskiej wikipedii, jakoby trzeba było liczyć większość bezwzględną wedle oddanych głosów. Podobną bzdurą jest teza wikipedii angielskiej, iż podstawą obliczeń jest liczba uprawnionych. Ani jedno, ani drugie, a możliwości jest więcej.
Wymaganą większość można odnieść do liczby uprawnionych (np. Sejm tak stawia VIPa przed Trybunałem Stanu), liczby obecnych w chwili głosowania (częste wróżnych statutach), liczby głosujących (suma ważnych i nieważnych, tak Sejm zarządza referendum), liczby głosów ważnych (tak zapewne stanowi statut PZPN w kwestii wyboru prezesa).
Tyle, byśmy wiedzieli, o czym dyskutujemy. Wierzcie mi, mam większość.
1322 2 11 44 11


Komentarze
Pokaż komentarze (44)