Czasami. Ostatnio coraz częściej. Choć żyć bez niego nie mogę i winienem za nie dziękować Najwyższym Władzom, które się w dziejach RP i nawet (tfu) PRL do budowy przyczyniły, tedy nawet (tfu) generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu. Bo iluż Polaków ma do pracy 10 km i podróżuje 20 minut, licząc z dojściem, czekaniem, jazdą i znowu dojściem?
Od dwóch tygodni obserwuję wnerwiające zjawisko. Radiowa ramówka sprawia, że wracam do domu zawsze o tej samej porze. Gdy ok. 23.15 ruszam z Natolina (stacja przedostatnia), metro rozpędza się do 15 km/h i toczy się minutkę, po czym staje. Stoi tak nawet 7-8 minut. Czasem na moment rusza, by znów stanąć.
O tej porze pociągi jeżdżą co 8-10 minut i trudno sądzić, by na ostatniej stacji (Kabaty) brakowało wolnego toru. Jeśli brakuje, świadczyłoby to fatalnie o organizacji ruchu. Ale nie to wnerwia najbardziej.
Chamski jest brak jakiejkolwiek informacji. Jakże to polskie, prawda? Ale w metrze ma dodatkowy wymiar: od tragedii w Londynie i Madrycie nikt nie neguje znaczenia bezpieczeństwa. Niezrozumiały postój w ciemnym tunelu, zwłaszcza o takiej porze, sprawia, że niektórzy pasażerowie są wyraźnie zaniepokojeni. Ale metro ma to w dupie.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)