Nigdy nie byłem fanem Sławomira Skrzypka. Gdy ubiegał się o prezesurę NBP, dość szczegółowo relacjonowałem z Sejmu zastrzeżenia ówczesnej opozycji oraz liczne gafy samego Skrzypka podczas przesłuchania w komisji finansów.
To było dwa lata temu. Jak było do przewidzenia, Skrzypek zdążył się wielu rzeczy nauczyć. Wydaje mi się, że jako szef NBP i RPP nie popełnił żadnego poważnego błędu. Dlatego dziś staję w obronie Skrzypka, gdy spora część mediów i środowiska dokunuje sądu nad nim.
Skrzypek wytoczył prof. Janowi Winieckiemu sprawę o pomówienie. Niepotrzebnie, ale mniejsza o to. Winiecki wezwał licznych świadków. Ci nie szczędzą Skrzypkowi złośliwości, a media szeroko to relacjonują jako dowody niekompetencji obecnego prezesa NBP. Kłopot w tym, że większość zarzutów pochodzi właśnie z owych nieszczęsnych przesłuchań sejmowych w 2006.
Fajnie było kiedyś pochichotać, gdy specjalista od betonu sprężonego, z jawnie politycznego nadania, obejmował bank centralny. Dziś sugerowałbym: powiedzcie, co Skrzypek spieprzył w NBP, albo się od niego odchrzańcie.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)