Hałas rano będzie przeogromny. Nieliczni zauważą przyjęcie przez Sejm ustawy o emeryturach pomostowych. Większość będzie grzmiała o tym, że posłowie odrzucili prezydencki projekt kolejnego odroczenia zmian.
Niech to będzie jasne: choć wkładając mniej emocji, podzielam oburzenie Kancelarii Prezydenta, iż Sejm tej kadencji chętnie odrzuca prezydenckie projekty już w I czytaniu. To zły obyczaj, bo oznacza: spadaj, dziadu.
Przypadek wcześniejszych emerytur jest jednak szczególny. Sejm był już w trakcie pracy nad pomostówkami, gdy wpłynął ten projekt prezydenta. Prace nad nim nie miałyby sensu, bo zaprzeczałyby pracom nad pomostówkami. Tu koalicja nie miała wyjścia.
W uzasadnieniu projektu Lech Kaczyński pisał, że decyzje emerytalne nie mogą zapadać pod presją czasu oraz w niepewności co do kształtu przyszłych rozwiązań ustawowych.
Presja czasu? Prace trwają pięć lat. Zręby projektu stworzył resort pracy za premiera Belki. Rozwinał za premierów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego. Nawet konsultowały się ze związkami. SLD przestraszył się OPZZtu, PiS - "Solidarności". Za Tuska tekst doczekał się formalnych konsultacji w Komisji Trójstronnej, a po upadku tychże trafił do Sejmu w wersji złagodzonej, ale wciąż podobnej do wersji SLD i PiS. Które dziś twierdzą, że to koniec świata.
Niepewność kształtu? Tego nie pojmuję: jak zdaniem prezydenta można pracować nad ustawą mając pewność, jaka ona będzie?
Wciąż nie rokuję pomostówkom większych szans. Ale odnotowuję słowa prezydenta w Słowenii: wPolsce istnieje poważny problem ludzi, którzy przechodzą na emerytury za wcześnie. Zarazem Lech Kaczyński oznajmił, że zmieniać trzeba powoli i uwzględniać przyzwyczajenia Polaków. Czy ustawa miałaby nie dotyczyć żyjących?


Komentarze
Pokaż komentarze (25)