Silvio Berlusconi to człowiek pełną gębą. Dokonał rzeczy trudnej: choć jest szefem rządu dużego państwa europejskiego, zachował cechy swojaka. Mówi, co myśli, mówi nie myśląc, animuszu nabiera zaś przy dziennikarzach, zwłaszcza w TV.
Gdy wczoraj późnym wieczorem agencje przytoczyły jego wypowiedź w sprawie tarczy, pokiwałem głową i uznałem, że mam dobry motyw na "cytat dnia", ale nie na notkę. - Mówimy to szczerze, uważamy, że doszło do prowokacji wobec Federacji Rosyjskiej takich, jak projekt rozmieszczenia pocisków w Polsce i Republice Czeskiej - oznajmił premier Silvio.
Wyborcza wszakże uznała, że jego słowa oraz podobna wypowiedź szefa włoskiego MSZ Franco Frattiniego (są kraje, w których premier nie musi dowodzić, iż minister spraw zagranicznych mówi to samo mówiąc co innego) - były przyczyną odrzucenia przez Rosję amerykańskich propozycji rozmów o tarczy. I zrobiło się głośno.
Berlusconi już przeszedł do historii jako jeden z najbarwniejszych premierów Europy - nikt nie ma na koncie tylu bonmotów. Jedne były bardziej zabawne, inne mniej. Te drugie przeważały. Dużego skandalu nigdy nie było. Włoskie veto dla tarczy nie jest nowe i dopóki jest w UE raczej wyjątkiem, dopóty większego znaczenia nie ma, tak jak nie miałą go żadna z włoskich inicjatyw ostatnich lat.
Polska scena polityka powinna nas już przyzwyczaić, że kto wybrał rolę clowna, za clowna powinien być uważany. Zastosujmy tę zasadę nieco szerzej.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)