Czy można sobie wyobrazić trzy miliony ludzi manifestujących w centrum Warszawy? Nie bardzo. Ale na coś takiego zanosi się w Reykjaviku. Jeśli zapowiedzi organizatorów się ziszczą, cotygodniowe protesty w stolicy Islandii mogą wkrótce gromadzić 10% ludności wyspy.
Celem protestów jest rząd, który nie może sfinalizować umowy o pomocy międzynarodowej. W podtekście tkwi jednak cały świat. Kraje dotknięte kryzysem w dużo mniejszym stopniu - Węgry, Ukraina - zostały wsparte odpowiednio 25 i 16 miliardami dolarów. Islandia prosi o 6. Bez skutku.
MFW obiecał jej 2.1 mld ale decyzję wstrzymuje, dopóki nie zbierze się komplet. 500 mln oferuje Norwegia, 200 - Polska, 50 - Wyspy Owcze. To wciąż mniej niż połowa. Londyn i Haga wejdą w układ, gdy Reykjavik da gwarancję rychłej spłaty depozytów Anglików i Holendrów - ale chodzi o kwotę przekraczającą łączną wartość negocjowanej pomocy!
Rosja zniknęła. Oferowała wszak pomoc polityczną, zamiast Zachodu, a nie do spółki z nim. Cieszę się, że Polska jest w stawce. Islandczyków szkoda. Biedacy, zbyt mało znaczą dla stabilności finansów świata. PS. MFW przyznał dziś półmiliardową pożyczkę Serbii, która sama uważa, że jest w dużo lepszej sytuacji niż Węgry czy Ukraina, ale prosiła o kasę na wszelki wypadek.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)