Gdybym zapadł w śpiączkę w roku, powiedzmy, 1988, i obudził się dzisiaj, gdybym po przyzwyczajeniu wzroku do blasku dnia mógł zerknąć w telewizor - do głowy przyszłyby mi pewnie różne rzeczy, ale nie to, że nie ma już PeeReLu.
Zdziwłbym się może widząc tajemnicze niebieskie logo tvn24, ale wszak zapadając w sen wiedziałem, że coś się rusza. Uznałbym, że to jakaś komunistyczna koncesja, jakiś listek figowy udający pluralizm mediów, i chłonąłbym treść przekazu.
Z przedpołudniowej transmisji z przesłuchania byłego ministra Janusza Kaczmarka nie zrozumiałbym ani słowa. Po południu zaś, oglądając retransmitowane w całości wystąpienia kolejnych komunistycznych prominentów na pogrzebie Mieczysława Rakowskiego, uznałbym, że koncesje były niewielkie, a PRL ma się dobrze.
Nieco zaś poważniej, starając się nie naruszyć powagi pogrzebu, próbuję pojąć, kim takim był MFR. Nie zaliczę go do ścisłej czołówki zbrodniarzy systemu. Rozumiem, że był kontrowersyjny i na swój sposób atrakcyjny dla intelektualistów z opozycji.
Czym jednak tak się zasłużył, by nadawać mu dziś rangę historycznego męża stanu? Urynkowieniem cen żywności bez cienia innych reform? Niechętną zgodą na oddanie cząstki władzy PZPR? Jej likwidacją, gdy i tak była martwa?


Komentarze
Pokaż komentarze (34)