Wszystko wskazuje na to, że europoseł Jan Masiel jest już bezpieczny daleko od zaatakowanego przez terrorystów hotelu, a jak sam zapewnia - czuje się dobrze. Cieszy mnie to, bo był moment, że zwątpiłem w doniesienia, jakoby nikt z ośmiorga przebywających w Bombaju europosłów nie ucierpiał.
Między drugą i trzecią w nocy czasu lokalnego poseł, jak sam mówi, chciał spać. Nie pozwalali mu dzwoniący co chwila dziennikarze z Polski, informując go o tym, co się dzieje w mieście i w samym hotelu Taj Mahal. Masiel rzekł, że zgodnie z telefonicznym poleceniem z recepcji nie opuszcza swego pokoju.
Zapewniał także, że dotąd nie zauważył niczego szczególnie podejrzanego. Widział tylko z okna grupę z kamerami, co uznał za sygnał, że w hotelu może przebywa jakaś gwiazda filmu. - Indianie bardzo lubią kino - dodał.
Słyszałem tę całą 8-minutową rozmowę telefoniczną. Ów fragment na antenę pewnie nie trafi, bo był częścią nieistotnej dygresji posła, on sam zaś nie jest postacią tak ważną, by lapsus był newsem sam w sobie. Jednak nie umiałem sobie odmówić sporządzenia tej notki. Ja też lubię kino, oraz Indian.
PS. Usłyszałem też dziś plotkę, jakoby kiedyś Lech Wałęsa powiedział: Jestem uczniem Mahometa Gandhiego, swoje zrobiłem, czas na Indian. Ale to pewnie tylko plotka.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)