Nie mam cienia wątpliwości: BOR nie musiał zawieszać szefa prezydenckiej ochrony. Ppłk Krzysztof Olszowiec śmiało mógł łączyć codzienne obowiązki z wyjaśnianiem incydentu gruzińskiego. Zwłaszcza wiedząc, jak ważny jest Olszowiec dla Lecha Kaczyńskiego, szef BORu wykonał tu coś na kształt niepotrzebnej prowokacji.
Większy kłopot w tym, że prezydent zareagował teatralnie, lub raczej operetkowo. Powiada, że rezygnuje z ochrony BORu w wyprawie na Daleki Wschód (to już za trzy dni). Mówi też: kompetencje odpowiednich urzędników państwowych zostały tutaj daleko przekroczone. Lech Kaczyński jest prawnikiem, zapewne zna ustawę o BORze, więc wie, że wygaduje androny.
Jeśli miesiąc temu miałem takich przepychanek powyżej uszu, to dziś brak mi słów. Prezydent wysłał właśnie dobry list do Jose Barroso, sprytnie wywołując szefa KE do tablicy w sprawie Gruzja-Rosja. Swoimi uwagami w Opolu spycha jednak tę sprawę w cień, stawiając znów w centrum uwagi nasze wewnętrzne paranoje.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)