Naliczyłem już kilkadziesiąt komentarzy - na moim i innych blogach - wzywających mnie imiennie, bym napisał o skandalu na procesie Braun-Wałęsa. Otóż nie napiszę. Móglbym tu po prostu skończyć, cytując pamiętną piosenkę z czasów PeeReLu:
przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś, w co wierzyć mam …?
Ale napiszę jeszcze słów parę - świadom, że do autorów komentarzy nie trafię. Oni wszak wiedzą jedno: biją naszych - niech biją dzwony.
Zamieszczony przez Wojtka filmik wyjaśnia mi niewiele. Zwłaszcza, że z idiotycznych przyczyn technicznych nie mogę obejrzeć go wraz z fonią. Śmiem jednak twierdzić, że to incydent, jakich niestety wiele. Nie widzę powodów do uogólniania, do tezy, że zdarzyło się coś charakterystycznego dla Lecha Wałęsy i jego otoczenia. Widzę, że jakiś idiota rzucił się na kamerę - nie on pierwszy i nie ostatni.
Powiada Wojtek, że ciekawsze jest zachowanie policji sądowej. Ale napisał oraz powtórzył mi przez telefon, że na wzmiankę o tym czas znajdzie jutro. Przeczytam chętnie. Pisać - na obecnym etapie - nie mam o czym.
Wszyscy wołający o skandalu w powyższym przypadku - najpewniej udadzą, że nie zauważyli doniesień Janusza Palikota. O niej też nie napiszę, choć gdyby istotnie pan prezydent potraktował szefa BORu słowami "won, gnoju" - byłby to skandal.
Pokuszę się tylko o uwagę o roli Palikota w PO i strukturach rządu. Wszak tę plotkę - prawdziwą czy nie - wicepremier Grzegorz Schetyna lub ktoś z jego najbliższego otoczenia musiał Palikotowi podrzucić. Wydaje się to być świadomą polityką: Palikot robi za megafon, nagłaśnia to, o czym ważniejsi mówić nie chcą lub nie mogą, zaś liderzy Platformy ni to się odcinają, ni to potwierdzają.
Teraz Schetyna, który podobno przy tym był, nie ma wyjścia: musi potwierdzić lub zaprzeczyć. W razie tego drugiego - Palikot musi iść na aut. W co słabo wierzę. 1405 - 22 393 22


Komentarze
Pokaż komentarze (85)