Najpierw wyjaśnienie: wbrew pozorom to nie jest wpis o sporcie. To jest wpis o polskiej mentalności, o słomianym ogniu, o klapkach na oczach.
Na brak newsów dziś narzekać trudno. Sama Bruksela starczy na pół audycji. Moje zdziwienie nie miało więc granic, gdy na głównych stronach polskich netportali ujrzałem zaproszenia do odwiedzin... relacji na żywo z Pucharu Świata w skokach narciarskich. Ba, gdyby chodziło o konkurs, to pół biedy. Ale dziś we włoskim Pragelato - trening i kwalifikacje do konkursu. Zresztą bez Polaków, którzy sobie odpuścili, by po występach w Kuusamo i Trondheim popracować nad formą.
Mnie nie razi słabsza forma Adama Małysza. Wciąż jest jednym z lepszych w Europie. Razi mnie, że media ekscytują się - pozytywnie lub negatywnie - każdym jego występem, ale milczą o tych, którzy uzyskują relatywnie lepsze wyniki. Memu sercu zawsze bliskie było narciarstwo alpejskie, więc przypominam tylko, że parę dni temu - po raz pierwszy od lat 80. - w drugim przejeździe slalomu w Pucharze Świata w Aspen jechały dwie Polki. Wypadły więc dużo lepiej niż skoczkowie.
Media mają je gdzieś i Polski Związek Narciarski też ma je gdzieś. Kasy dla nich nie ma, zainteresowanie nikłe. W tych warunkach na pewno nie pojawi się nowy polski Ałuś czy Barbara Kurkowiak. A do tego nie trzeba Alp, ani nawet Tatr. Czeska mistrzyni świata w slalomie wychowała się w Karkonoszach.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)