Podziwiam pewność salonowiczów, którzy tak jednoznacznie (czy to na "tak, czy na "nie") potrafią osądzić problem finansowania partii politycznych. Ja tak nie umiem. Nie wątpię, że idea Platformy może się na pierwszy rzut oka podobać - koniec z dojeniem publicznej kasy - ale spór o to trwa nie tylko u nas i świat jakoś dotąd nie wybrał modelu, który powszechnie uchodziłby za najlepszy.
Nie zastanawiam się teraz nad faktycznymi motywami, dla których PO mówi swoje, a PiS swoje. Widać, czego broni PSL, ale to nie dziwi. Argumenty stron są mocne. PO ma rację, że dziś ponad 100 mln zł rocznie na partie z budżetu to niejaka rozrzutność. PiS ma rację, że im mniej kasy publicznej i w pełni jawnej, tym większa groźba wejścia na scenę kasy cichej i niekoniecznie bezinteresownej.
Partie kasę mieć muszą. Ile? Długa dyskusja. Jak, od kogo? Jeszcze dłuższa dyskusja. W nastarszych demokracjach, krajach uchodzących za niemal wolne od korupcji, wciąż wybuchaja afery na tle datków na rzecz partii. My też tego pewnie nie unikniemy. Pospieszna nowelizacja prawa tylko pod hasłem oszczędności wydaje mi się złym pomysłem, obliczonym raczej na efekt propagandowy.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)