Mamy aferkę i trudno się dziwić. Na razie oburza się medialnie ambasador Pakistanu w Warszawie, ale za siedem godzin MSZ w Islamabadzie zacznie pracę od zaproszenia na dywanik polskiego ambasadora. Ambasadę tam jeszcze mamy (w stanie likwidacji). Fajny akcencik na do widzenia: "może byśmy jeszcze sobie u was posiedzieli, ale skoro wasz rząd pomaga porywać i mordować naszych obywateli..."
Nietrudno było to przewidzieć, gdy bardzo ostro w drażliwym temacie wypowiada się minister... sprawiedliwości. I podejrzewam, że na krytyce Pawła Grasia się nie skończy - choć sam podtrzymuję, że dałbym Czumie jeszcze jedną szansę, a aferę można jakoś załagodzić.
Kłopot w tym, że nie sobie, nie Pakistańczykom i nawet niezupełnie Polsce narobił Czuma kłopotu. Barack Obama zamierza zmofyfikować żandarmerską rolę USA, chce powoli wychodzić z Iraku, musi też przemyśleć formę obecności w Afganistanie. Właśnie posypała mu się podstawowa droga ich zaopatrzenia, a teraz Polska podminowuje stosunki z Pakistanem.
Zupełnie nie rozumiem, czemu służyć ma umieszczona w tekście "Dziennika" wypowiedź Krzysztofa Mroziewicza. Rzecze on, iż Czuma powiedział prawdę. Owszem, zapewne - ale tę prawdę mają prawo głosić media, eksperci, nawet politycy opozycji. Tylko nie rząd kraju, który z Pakistanem ma formalnie dobre stosunki i bierze udział w międzynarodowej koalicji, której trudno byłoby działać bez zaplecza w Pakistanie.
PS. Dziś także m.in. o prawie antyautorskim oraz o sierściuchach.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)