25
BLOG
Prezydent chciałby
Zachodzę w głowę, co i komu chciał powiedzieć Lech Kaczyński mówiąc "Rzeczpospolitej", iż rząd wymaga zasadniczej rekonstrukcji i że przydałby się szeroki pakt polityczny. Konstytucyjnie rzecz biorąc zwłaszcza ta pierwsza uwaga wykracza daleko poza kompetencje prezydenta, który w sferze składu rządu i oceny jego pracy nie ma żadnej inicjatywy i prerogatyw. A "pakt"? Zapytany o realność odpowiadam: "niemożliwe". Zapytany o sens powiem: "a bo ja wiem?". Byłoby pięknie, gdyby w obliczu kryzysu koalicja, opozycja i prezydent uzgodniły np. zestaw kwestii wyłączonych ze sporów politycznych. Sądzę jednak, że żadna ze stron tego nie chce, hasła zaś używają, gdy jest im wygodnie. Skoro zaś nie ma woli, to nie ma też sensu. Pewien jestem jednego: tego, że w s24 panuje dziwne przekonanie, jakoby na świecie do takich paktów już doszło, jakoby rządy i opozycje siadały do jakichś okrągłych stołów i chowały miecze do pochew. Ostatnio za tezę przeciwną zostałem na jednym z blogów ostro skarcony przez szereg osób, choć już nie pomnę niestety, gdzie to było. Tymczasem przykładów brak. Tam, gdzie przyjęte zostały różne socjalistyczne "pakiety pomocowe", były wcześniej przedmiotem bardzo zwyczajnych kłótni w parlamencie. Koniec końców opozycja gardłowała i głosowała przeciw - tak było choćby w Niemczech czy Francji. Tak też skończyło się w USA - pakiet 800 miliardów nie zdobył w Izbie Reprezentantów ani jednego republikańskiego głosu. Wcześniejsze spotkania "ponad podziałami" były jedynie wynikiem niezwykłej sytuacji: wybory wygrał demokrata, a repiublikański prezydent zachował się zgodnie z obyczajami i zgodnie z arytmetyką. Przeforsować niczego w Kongresie i tak już nie mógł. Polityka to nie Hollywood, a nadchodząca recesja, choć w Europie ponoć najgłębsza od II wojny światowej, to jednak nie Armageddon. O wielkiej koalicji pewnie marzyłem, ale wierzyć w nią już nie umiem. Dziś ponadto prywatnie - raz nieco weselej, raz zaś trochę markotniej.



Komentarze
Pokaż komentarze (73)