32
BLOG
Dzień sądu nad złotym?
Nie wiem. Na pewno będzie to - bo już jest - dzień ciekawy. Rano w niespełna godzinę złoty odrobił 5 groszy wobec głównych walut. Przez kolejną godzinę tyle samo stracił. W s24 trwa wysyp coraz to bardziej idiotycznych postów - o tym, jak to Tusk straszliwie zaszkodził złotemu, o tym, że rząd od sierpnia grał na spadek narodowej waluty, by drogo sprzedać rezerwu w euro, o tym nawet, że rząd specjalnie nie wykorzystuje funduszy z UE, by ratować budżet unijny kosztem krajowego. To wszystko poważnie... Czytam nawet, że ten okropny rząd chce sprzedać obligacje za 155 mld zł czyli "na tyle nas zadłużyć". Autor o rolowaniu długów nie słyszał. Ani o tym, że to proceder normalny na całym niemal świecie, bo niemal wszystkie państwa są zadłużone. Rolowanie w tym roku będzie trudne, a w naszym regionie Europy wyjątkowo trudne - ale to już zupełnie inna sprawa. W tej atmosferze nie ma ani milimetra przestrzeni na normalną rozmowę o sytuacji. O tym np., co napisałem w nocy - że w myśl czystej teorii wpływu państwa na rynek walutowy premier nie popełnił żadnej zbrodni. Zagrał ryzykownie, całkiem możliwe, że niemądrze, ale w granicach zasad. O teorii się nie da, to może o faktach? Odtwórzmy ostatnie 36 godzin. W poniedziałek złoty słabł, im bliżej wieczoru, tym mocniej. Robiło się nieciekawie. Co w takiej sytuacji powinien zrobić bank centralny? Różne rzeczy. Jednego zrobić nie powinien - tego, co zrobił prezes NBP. Sławomir Skrzypek we wtorek o świcie powiedział w Sygnałach Dnia: Z Narodowym Bankiem Polskim nikt nie rozmawiał do tej pory na temat rozpoczęcia procesu przystąpienia do ERM2. Dotychczasowa praktyka innych krajów mówi o tym, że około sześciu miesięcy trwają negocjacje z Komisją Europejską. Jeżeli ktoś potrafi dodawać te wszystkie miesiące, sam wysunie wnioski. Cytat za PAP. Ja wysuwam wnioski. Dwa. Pierwszy: obawiam się, że Skrzypek powiedział zgrubsza prawdę. Czyli, że rząd mało robi w sprawie ERM2 i wejścia do eurostrefy, bo widząc rozmiary recesji - a ostatnio także katastrofę walutową - sam nie wiem, co robić. Ale jest i wniosek drugi: odpowiedzialny szef banku centralnego takich rzeczy, takim tonem, w takim momencie - publicznie nie mówi. We wtorek do popołudnia złoty zjeżdżał na łeb, na szyję. Niewykluczone, że w jakimś związku z tą wypowiedzią Skrzypka. Około trzeciej swoje straszne słowa wyrzekł premier. Mniej więcej w tym czasie złoty zaczął... odrabiać straty. Do wieczora odrobił niemal 5 groszy. Niewykluczone, że w jakimś niewielkim związku z tą wypowiedzią Tuska. Może też w związku z późniejszymi o godzinę słowami prezydenta: - Deklaracja premiera jest słuszna, pytaniem jest tylko, czy nie spóźniona - rzekł w Dębicy Lech Kaczyński. Premier tymczasem sam się swoich słów - i reakcji na nie części fachowców - przestraszył. Wieczorem jął strofować media, by nie używały słowa "interwencja". Niektórzy odebrali to jako wycofanie się Tuska z gróźb. Nic z tych rzeczy - wszystkie zapowiedzi podtrzymał, domagał się tylko, by je inaczej nazywać. W tym ferworze jakos nie zauważono w Polsce tego, co działo się na dużym rynku walutowym. Po kolejnych danych o tym, że Europa ma się gorzej niż ktokolwiek sądził - euro straciło trzy centy wobec dolara. Gdyby nie to, euro zdrożałoby o dodatkowe 5-7 groszy i już wczoraj po południu kosztowałoby magiczne 5 zł. Dziś rano złoty kontynuował marsz w górę. Niektórzy moze zaczęli wierzyć, że Tuskowi się udało, że groźba "(nie)interwencji" okazała się skuteczna. Przed dziewiątą euro kosztowało 4.82 zł... Pewnie wtedy obudził się Londyn. Przez kolejną godzinę złoty stracił 9 groszy - tyle, ile zyskał od wtorkowego popołudnia. Teraz uspokoił sie trochę tuż pod 4.90. To zapewne cisza przed kolejną burzą... Obejrzałbym ten film na żywo do końca. Ale chyba nie dam rady,, bo już dośc okrutnie chce mi się spać. Cóż, ta historia dziać się będzie beze mnie.



Komentarze
Pokaż komentarze (79)