54
BLOG
Euro i PKB
Pamiętacie badania radzieckiego naukowca nad stonogą? Profesor Wołkow obcinał stonodze kolejne nogi, po czym kładł ją na stole, ryczał: - Stonoga, marsz! - i stonoga szła. Jednak po urwaniu setnej i ostatniej nogi nie zareagowała na wrzask naukowca, które tedy zanotował w kapowniku: Po urwaniu setnej nogi stonoga straciła słuch. Podobnej wartości jest powszechny ostatnio w s24 argument, że euro jest złe, bo kraje, które mają euro, są w większej recesji niż te, które euro nie przyjęły. Argument chwytliwy, ale po pierwsze niezupełnie prawdziwy, bo różnie to wygląda w strefie euro i poza nią. Po drugie - kryzys, który wybuchł na świecie jesienią, nie miał nic do czynienia z walutami. Objął strefy euro i dolara, trafił Japonię, Chiny i Rosję. Przyczyny zaś tego, że np. Niemcom prognozuje się dziś 5% spadku PKB, a Polsce co najwyżej 2% - są bardzo liczne i waluta będąca w obiegu, jeśli w ogóle ma tu coś do czynienia, to zapewne niewiele. Zapewne - bo najważniejsza konkluzja brzmi: tego się nie da zbadać. Nie da się wytworzyć odizolowanej przestrzeni badawczej, by przekonać się, jak na gospodarkę działają osobno takie czynniki, jak kurs waluty, stopy procentowe, koniunktura zewnętrzna czy nawet struktura własności banków. Obserwowalność zjawisk to osobna nauka i warto z niej czasem skorzystać. Ewidentnym problemem politycznym w Polsce dzisiaj jest ERM i pytanie, czy wchodzenie do węża w czasie takich zawirowań wokół złotego ma sens, czy da się obronić kurs, ile to może kosztować. Tu też obserwowalność zjawisk będzie problemem - ale warto się o to spierać. Twierdzenia, że euro to cudowne lekarstwo bądź czysta trucizna - obronić się ne dają.



Komentarze
Pokaż komentarze (93)