krzysztofmroczko krzysztofmroczko
170
BLOG

Ostrzenie pióra

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Kultura Obserwuj notkę 0

Stępione ostatnimi czasy ostrze mojej satyry domagało się naostrzenia w trybie pilnym. Najlepszym, bo najbardziej efektywnym sposobem pozostaje dla mnie sięgnięcie po jakiś zbiorek tekstów Wiecha, legendarnego piewcy naszej stolicy przez lat kilkadziesiąt. Działa ten sposób już od lat niezawodnie. Jeden wieczór i już można z powrotem bezlitośnie ciąć ostrzem własnym. Drżyjcie, panowie, magnaci! I wy, zwyczajni umysłowi lenie, karierowicze i fałszywe lisy. W tego rodzaju pojedynkach nie przewiduje się pardonu.

Wydawany w serii wydawnictwa vis-a-vis/etiuda zbiorek Koza w kagańcu jest już kolejnym, piątym z serii powojennych zebranych utworów Wiecha, który jak zwykle trzyma pewien poziom, od którego wciąż jeszcze nasi współcześni satyrycy są oddaleni o lata świetlne. I choć niewiele na ten dzisiejszy poziom możemy poradzić, zawsze pozostaje nam możliwość ucieczki w teksty sprzed lat, które często – niestety! - nie straciły w ogóle na aktualności. Kto nie wierzy, niechaj czyta. Najlepiej ze zrozumieniem.

Do celów satyry politycznej, wyśmiewającej absurdy fundowane nam przez rządzących, te opowieści pomieszczone w tomach powojennych są najlepsze. Poza oddaniem warszawskiej gwary i popularnych miejsc tamtych lat, Wiech bezlitośnie wyśmiewa wszystkie absurdy życia codziennego. Czyż nie ma bowiem racji, gdy opowiada historię sprzedawania lepów na muchy w grudniu lub stwierdzając, że skoro likwidacja jednego przystanku przyspieszyła kursowanie tramwajów, to całkowita rezygnacja z nich byłaby dopiero prawdziwym sukcesem? Czymże innym jest też, jeśli nie zawoalowaną krytyką polskiego rozwoju techniki lat czterdziestych, historia szwagra Piekutoszczaka, wygrywającego bieg z kolejką podmiejską do Powsina? I to pomimo słownej utarczki z milicjantem i zapłaceniem mandatu? I czymże jest opowieść o tym, jak ten sam szwagier rozruszał na wczasach lokalne koło ZMP, pokazując im grę w trzy karty i nowoczesne tańce? Przykłady można by mnożyć w nieskończoność, ale po co psuć przyjemność potencjalnego czytelnika bądź czytelniczki, którzy sięgną może na własną rękę, by przekonać się naocznie.

Można mówić wiele o tym, że poza warszawskim miejskim folklorem i swoistego rodzaju świadectwem czasu, drobiazgi piewcy Warszawy nie będą już dziś interesujące. To błąd, który wielkie czyni szkody naszemu dzisiejszemu społeczeństwu. Bo te zabawne felietony Wiecha są także bogactwem wiedzy o tym, jak pisać zarazem mądrze i zabawnie, ciepło i bezlitośnie, o rzeczach ważnych językiem mało poważnym. To są przykłady na to, jak gry słowne potrafią boleśnie ugodzić sedno problemu i sprawić, że po salwie śmiechu zostanie także refleksja. W czasach, gdy szczytami polskiego kabaretu jest puszczenie wiatrów bądź powiedzenie słowa „kurwa” ze sceny, koniecznością jest czytanie tego starszego pana, który wciąż jeszcze dużo nam może powiedzieć także o nas samych.

Czytajmy zatem i z innego jeszcze powodu. W czasach upadku publicznej służby zdrowia może się okazać, że śmiech ocali nam życie, albo chociaż zdrowie. Zwłaszcza to psychiczne.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura