Wystawa Piotra Kmity, zatytułowana Winning, prezentowana we wrocławskiejBWA pokazuje współczesne mity w krzywym zwierciadle. Dominujący kult bycia najlepszym, odnoszenia sukcesów za wszelką cenę opanował świat tak bardzo, że dziś już właściwie nie widzimy alternatywy. O tym, że życie może wyglądać nieco inaczej, stara się nas przekonać Kmita.
Wśród wielu interesujących prac i instalacji, moją szczególną uwagę przykuła jedna. Interaktywna instalacja pod nazwą Zrobimy więcej, na której ekranie widzimy kadr z popularnego w latach 90. ubiegłego wieku teleturnieju Koło fortuny. Artysta zaprasza widzów do udziału w zabawie, która polega na „wyklikaniu” myszką haseł. Jest to siedem haseł, zaczerpniętych z kampanii wyborczych partii, które wygrały wybory w latach 1991 – 2011. Ta, zdawałaby się w pierwszej chwili, dość prosta gra, zostaje z nami po wyjściu z galerii. Uruchamia proces myślowy, który staje się częścią artystycznej gry z odbiorcą. Niewątpliwie tym samym zmusza do refleksji nad stanem naszej demokracji, uosoabianej pod postacią życia politycznego prowadzonego przez wielkie partie, nieopuszczające ekranów naszych telewizorów. Nasza rzeczywistość jest tak ułożona, że właściwie poza tymi ekranami uprawianie polityki nie istnieje. Czynią tak sami politycy, rzekomo odpowiadając na potrzeby wyborców. Czynią i odbiorcy, przekonani o tym, że po prostu inaczej być nie może. Efekty są dostrzegalne gołym okiem. Jest przecież dziś rzeczą oczywistą dla wszystkich, że programy polityczne, rozpisane na kilkadziesiąt stron i zawierające często hermetyczne analizy problemów i sposoby ich rozwiązania, nie są czytane przez nikogo poza politykami, dziennikarzami i naukowcami z politologii. Krótkie hasło, piękna sylwetka kandydata bądź kandydatki, obowiązkowo uzbrojonych w olśniewający swą białością w świetle kamer uśmiech to właściwie nie tylko esencja, ale także istota dzisiejszej polityki.
Artysta pokazuje bez ogródek, czym tak naprawdę jest nasza scena polityczna. Dzięki takiej formie wypowiedzi, będącej w pewnym sensie wizualizacją metafory wyborów dokonywanych na polskim rynku politycznym, odbiorca może sobie uświadomić własną sprawczość i własną bezradność jednocześnie. Model demokracji dziś sprowadza się do przeczytania hasła, utożsamienia się z nim i dobrowolnego oddania władzy w ręce tych, którzy w jakiś sposób nas ujęli. Choćby ujęcie to było spowodowane jedynie nieskazitelnym wyglądem. Tudzież zwyczajną niechęcią do przeciwników.
Pozostajemy z tą nową-starą wiedzą po wyjściu z galerii i właściwie nie wiemy, co dalej możemy zrobić. Uderzenie w środek głowy być może było silne, ale silniejsze jest pojawiające się chwilę później przeświadczenie wynikające z faktu, że możliwości obrony przed tą prawdą są dramatycznie ograniczone. Zwłaszcza, jeżeli tak brutalnie doświadczona prawda nas uwiera. Ekran telewizji zastąpił już całkowicie realny wybór, a zdecydowanie, czy polityka jest jeszcze czymś realnym czy jedynie kolejnym show wyprodukowanym na użytek gawiedzi, pozostaje chyba jedynym wyborem klienta sceny politycznej, dokonującego zakupów na tym rynku konsumenckim. Można też zacząć rozumieć jeszcze inny aspekt. Wybór jest jedynie iluzoryczny, a trwałe zaangażowanie może być tylko jednego rodzaju. Albo zaangażujemy się na warunkach, stawianych przez zawodowych polityków i ich machiny propagandowe albo wyłączymy się całkowicie na odbiór tej części otaczającego nas świata.
Oczywiście, zawsze pozostaje pytanie o zasadność tego rodzaju zaangażowanej sztuki, przez niektórych nazywaną „sztuką” interwencyjną, z celowym cudzysłowiem na dodatek. Dla jednych nadal będzie liczyć się jedynie stare hasło mówiące o „sztuce dla sztuki”, inni będą bronili użyteczności dokonań artystów dla zmiany społecznej. Prawda, jak zawsze będzie znajdować się gdzieś pomiędzy. Każdy z nas, a zatem i artysta, żyje w określonej rzeczywistości, która go mniej lub bardziej inspiruje, ogranicza, stwarza po prostu. Można uciekać od tej rzeczywistości, ale zawsze będzie to ucieczka świadoma, zatem również będąca swoistego rodzaju odpowiedzią na to, co jest, wyrażeniem własnego zdania.
Warto zatem poświęcić kilkanaście minut na to, by skonfrontować się ze światem wyobrażonym, a jednocześnie doskonale znanym. Współczesna sztuka, jak pokazuje Kmita, wcale nie musi być hermetycznym światem, dostępnym jedynie wtajemniczonym. Dla jej zrozumienia potrzeba jedynie otwartości umysłu. Tylko tyle i aż tyle zarazem.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)