Lepiej mniej, ale lepiej – mawiał towarzysz Lenin. Żywotność jego myśli dobrze reprezentuje wrocławski magistrat. Po raz kolejny przedstawia się mieszkańcom równanie, z którego wynika jasno, że jeden to więcej niż cztery. Po raz kolejny niebawem ratusz ogłosi wielki sukces.
O co chodzi? Chodzi o planowane przenosiny bibliotek ze Śródmieścia do hali kupieckiej GRAFIT. Hala nie jest już kupiecka, bo nie da się tam robić interesów. Nikogo nie interesuje jakieś miejsce z dala od naturalnych centrów i ciągów komunikacyjnych. Zdaniem urzędników najlepiej będzie umiejscowić tam bibliotekę. Wiedzą bowiem z własnego doświadczenia, że do miejsca, gdzie są książki normalni ludzie nie chodzą. I dlatego hala na uboczu będzie najlepszym miejscem dla tego typu marginesu społecznego.
Kto by się tam zresztą przejmował mieszkańcami? Ważne jest, że spełni się urzędniczy sen o domknięciu budżetu i znikną bezsenne noce. Bezużyteczna hala, za budowę której zapłaciliśmy i my, znajdzie w końcu zastosowanie. Cztery lokale po zlikwidowanych filiach będzie można wystawić na sprzedaż. Przy okazji będzie także można zredukować personel, bo przecież w nowym miejscu i tak nie będzie tylu woluminów. Po prostu same korzyści, z punktu widzenia urzędniczego rozumu.
Oczywiście, oficjalnie mówi się o rozwoju i postępie cywilizacyjnym, konieczności modernizacji i nadążania z duchem czasu. To uwielbienie dla nowoczesności wydaje się być jakimś szczególnym fetyszem urzędniczym, pielęgnowanym za przykładem pana prezydenta. Pewnie, że lepiej, by biblioteka była przestronna i multimedialna. Pewnie, że potrzeba nam często zmiany myślenia o wyglądzie i funkcjonowaniu bibliotek. Dlaczego jednak owo wytęsknione nowe ma się pojawiać ZAMIAST a nie OBOK? Dlaczego nie stać nas, wrocławian, na współistnienie nowoczesnych centrów i mniejszych filii? Zresztą, skoro tak potrzeba nam nowoczesności, to może wreszcie zakończymy komputeryzację systemu katalogów, który nadal istnieje dopiero w połowie filii. Wdrażany zaś jest już lat kilkanaście...
Wszystko to są pytania bez odpowiedzi. Pytania, których nikt z urzędników nie zadaje tym, dla których dobra codziennie się wysila. Zamiast prawdziwych konsultacji społecznych funduje się pozory budżetu obywatelskiego i wszyscy są zadowoleni. A że przy okazji łączenia filii liczba czytelników się zmniejsza, nie jest to już zmartwieniem decydentów. Oni wszak myślenie zastąpili tabelkami Excela. A tam, gdzie liczby mówią co innego? Cóż, tym gorzej dla liczb...



Komentarze
Pokaż komentarze